Stała dalej wpatrując się w dal. Dopiero teraz zauważyła, że wokoło domu przybyło ochroniarzy, a na parkingu stało białe ferrari. Samochód zrobił na Niej wrażenie.
Sophie była "półsierotą,,, od 6 lat. Jej matka rozwiodła się z Jej ojcem, zrzekając się przy tym praw, do Jej wychowywania.
Ojciec Soph jest bardzo znanym producentem muzycznym. Z chęcią także sponsoruje teledyski przeróżnych gwiazd. Miał wyrobiony szacunek w branży muzycznej i nie tylko.
-O Jezu!- Soph usłyszała zirytowane krzyki za plecami. Odwróciła się i zobaczyła chłopaka z kanapy. Na Jej widok uspokoił się i lekko uśmiechnął.
-Coś się stało?- zatroskała się o gościa taty.
-Nie, tylko telefon mi się rozładowała...- westchnął patrząc głęboko Sophie w oczy.
-Mogę użyczyć Ci swojego. Chcesz?- wyjęła z tylnej kieszeni dżinsów swojego Iphona i podała w stronę chłopaka.
-Dzięki- szczerze sie do Niej uśmiechnął.
Odszedł w kąt tarasu i zatelefonował. Po zakończonej rozmowie oddał własność właścicielce.
-Dziękuję. Tak w ogóle to jestem Justin, Justin Bieber- wyciągnął do Niej dłoń z szerokim uśmiechem.
-Sophie Meller- ścisnęła jego dłoń.
-Dlaczego jesteś taka smutna?- stanął na przeciw Niej
-Nic takiego- spuściła głowę
-Ach, przykro mi, gdy widzę, jak taka ślicznotka płacze- podniósł kciukiem Jej głowę, a Ona zalała sie nową falą łez.
-Co się dzieje? Proszę, powiedz mi! -Justin miał błaganie w oczach
-Chłopak dzisiaj ze mną zerwał. -wychlipała opuszczając głowę.
-Dupek- syknął Bieber pod nosem.
Znowu uniósł Jej głowę i spojrzał głęboko w Jej przepełnione bólem, błękitne oczy.
-Nie płacz już, proszę. On nie jest wart tych łez!
-Jason jest1- odsunęła się z oburzeniem od Justina
-Przepraszam- szepnął i potarł nerwowo kark
-Nie masz za co- odwróciła się w Jego stronę.
-Justin?- przerwały im krzyki osoby wychodzącej z domu. -O Justin! Już wszystko ustaliliśmy. Możemy jechać.
-Już, moment!- Jus odwrócił się do swojego menadżera.
-Och, dobrze. Mężczyzna spojrzał na Sophie. Podszedł do Niej z życzliwym uśmiechem.
-Scooter Braun, miło mi -przedstawił się
-Sophie Meller- uśmiechnęła się i skinęła głową.
-czekam na Ciebie w aucie!-Scott powiedział do Justina i ruszył w stronę białego ferrari.
-Mogę zostawić Ci swój numer telefonu?- Justin spojrzał błagalnie na blondynkę.
-Ych, no dobrze.- znowu podała Mu telefon, aby wystukał numer. Oddał po chwili urządzenie , a Soph od razu zadzwoniła pod wybrany.
-Mój też już masz. Trzymaj się- ominęła chłopaka i weszła do domu.
Na kanapie siedział Richard, a Larry obok na fotelu.
-O, rybko! Chodź do nas! - ojciec poprosił córkę, wskazując palcem, aby usiadła obok niego.
-Jak to się wydarzyło? zamartwiał się Larry
-No po prostu- westchnęła z trudem powstrzymują napływające do jej oczu łzy.
-A jak się czujesz?- czule objął Ją ramieniem tata, całując lewą skroń.
-Beznadziejnie- załkała i wyrwała się z uścisku ojca.
-Cii, nie płacz- Richard ocierał Jej łzy kciukiem
-Pójdę do siebie. Chcę pobyć sama. -wybiegła z salonu, na schody prowadzące na I piętro.
Czy mam kontynuować pisanie? Sama już nie wiem...
Jeżeli na tej stronie: https://www.facebook.com/pages/Wasze-blogi-o-Idolach-/227976670699724 będzie ponad 130 lajków będę tam informować o rozdziałach. Piszcie też, jeżeli chce, aby tam pojawił sie link do waszego bloga.
Proszę o komentarze, kocham Was <3