poniedziałek, 23 grudnia 2013

Częśc siódma- "Dajcie mi spokój!"

SCENA


-Proszę! Zgódź się!- Kad piszczała nad głową Soph, aby namówic Ją na imprezę.
-Boże, nie- jęknęła zmęczona
-Musisz się wyrwac! To już dwa tygodnie!- prosiła
-A co sie ubiorę?!- spojrzała podejrzliwie
-masz milion sukienek!
-No to chodź, sprawdzimy...- Sophie wstałą z fitela i pokierowała się w strone sosnowych drzwi. Otworzyła jedno skrzydło,a Kad drugie. Weszły do środka olbrzymiej garderoby. Przeszły na jej sam koniec, gdzie wisiały sukienki.

-Ja chce ta i tyle- tupnęła nogą Kadra ściągając z wieszaka czarną miniówkę z wiekami na dekolcie.
-Okay- zachichotała i ściągnęła różowo-złotą sukienkę z koronki i jedwabiu.


-masz zaproszenia?- Zapytała po raz setny Kadra w czasie jazdy do klubu.
-Boze, no tak!- jęknęła poirytowana


Dojechały do budynku i oniemiały.

-Twój tata wie co dobre- szepnęła Kadra
-Najwyraźniej- niepewnie odparła podchodząc do ochroniarza. Podała Mu wejściówki i mogły wejśc.

Do ich uszu dopłynęły przyjemne dżwięki muzyki serwowanej prze DJ-a. Podszedł do nich kelner i podał dwie szklanki trzykolorowych drinków.

-Zaczynamy zabawę- stuknęły szklanki i opróżniły je.

-No, no. Hej dziewczynki- przed Nimi stanął chłopak w dopasowanej koszulce i rurkach. Narzucił na siebie takze zielona koszulę .
-częsc- mruknęła Kadra
-No co Wy?!- podszedł blizej i rozpoznały w Nim Justina
-O, siemasz, stary- Kadra poklepała Go po plecach.
-Hej Justin- uśmiechneła się lekko Sophie.
-Zaczynamy zabawę?
-Jasne- obie pisnęły.


Alkohol lał sie strumieniami, przez co Sooph całkowicie się rozluźniła.


-Chodź, zatańczmy- wyciągnęła rękę do Jusa.

Wyszli na środek bocznego parkiety ich loży i rozpoczeli poruszanie sie w rytm muzyki. Skończyłą się piosenka "Stay the night " i zaczęła sie kolejna. Tym razem "We can't stop".

-Coś w tym jest- zasmiała sie Sophie
-Też tak myślę- zachichotał


Ona coraz blizej Niego kręciła biodrami, a On pocierał Jej plecy, aż do pośladków. W pewnym momencie- gdy kończyła się druga zwrotka podniósł Ją, a Ona oplotła nogi wokół jego bioder. Pokierował się w stronę drzwi prowadzącyh do hotelowej części budynku. Ciągle się kołysali. Zbyt dużo alkoholu, jak na jeden wieczór. Byli kompletnie pijani. Weszli do pokoju, który otworzył im ochroniarz.

Sypialnia byłą olbrzymia, ale większą jej częśc zajmowała ogromne łóżko zaścielone kaszmirowym pledem. Obok łóżka, po obu zstronach stały dwa niskie, kasztanowe stoliki. Na nich stały lampki. W rogu pokoju stała kasztanowa szafa, a w oknach wisiały rozpuszczone, burguntowe zasłony.

Opadli na łóżko.

-Jesteś śliczna- mruknął justin i nachylił się nad Sophie, aby Ją pocałowac. Oparł po obu stronach Jej głowy ręce, a Ona objęła swoimi Jego szyję. Jus złożył na Jej ustach niepwny pocałunek, ale Sophie szybko przejęła inicatywę. Obróciła ich i całowałą każdy milimetr jego szyi. Mruczał przy tym seksownie, jakby tworzył podkład muzyczny.
Teraz to On ich obrócił i naczylił sie do jej ucha.

-Pragnę Cię- szepnął

Sophie pisnęła i pociągnęła za Jego koszulkę. Ściągnęła ją, gdy sie odchylił i rozpięła guzik w Jego psodniach. On szybko je sciągnął ' kopnięciem w powietrzu' i rozpiął zamek w jej sukience. Pociągnął za falbanę u dołu u sukiena opadła. Nie odrywali od siebie ust, gdy rozpiął Jje stanik. Ona zaczęła ściągnac z Niego bokserki. Jus natomiast sciągnął Jej koronkowe figi i oboje byli nadzy.
Justin przeniósł swoje pocałunki na Jej nagie piersi. Lekko ssał prawy sutek, a całę Jej ciało okryło sie ciarkami. Następnie przeniósł swoją uwagę na lewą pierś robiąc dokłądnie to samo.

-Tak bardzo mnie pociągasz- mruknął i wszedł z Nia z pełną gracją. Oboje jęknęli.

Justin poruszał się w Niej, a Ona ruszała biodrami dopasowując się w Jego rytm ruchów. Pociągała za Jego włosy i głośno jęczała.
Poruszał się w Niej coraz szybciej.

-Ju-Justin- lekko podniosła się opierając swoje dłonie na Jego umięśnionych ramionach. Polizała Jego szyję, a następnie On zatopił się w Jej.

-Jezu, Soph- sapnął ciężko, gdy oboje doszli do momentu szczytu.


Dolna warga Soph zaczęła się trząśc, a Ona otuliła się rękoma i podkurczyła nogi.

-Chodź tutaj, Księżniczko- odchylił rąbek kołdry, a Soph sie tam wślizgnęła i mocno wtuliła się w Justina.

-Jesteś boska- ucałował jej czoło.

Ona tylko mruknęł i pogrązyłą sie we śnie.




-Moja głowa- jęknęła i niepwenie otworzyłą oczy. Ujrzała obok siebie spiacego Justina i odrazu się odsunęła. Na ramie łóżka zauważyła zużytą prezertwatywę. Aha!

Wstała z łóżka i ubrała na siebie koszulę Justina.
 
 





To jest ostatni rozdział przed światami, wie chce Wam Życzyć wszystkiego dobrego , spokojnych, zdrowych i rodzinnych świąt :3

sobota, 7 grudnia 2013

Cześc szósta- "Nie chcę, nie znaczy - nie umiem"

-Sophie, jak rozwiązałaś równanie?- matematyk, pan Duke Selphish wyrwał Soph z zamyślenia
-Yyy, słucham?- ocknęła się i gorączkowo szukała nauczyciela wzrokiem.
-Panienko Meller, na moich lekcjach się pracuje, a nie myśli o kolejnych pokazach mody w Wenecji!-rozzłoszczony nauczyciel wstał z krzesła i szybkim krokiem podszedł do ławki Soph. Jeżeli myślisz o zdaniu matury- weź się garść!- prychnął i odszedł do biurka. Steven, jak rozwiązałeś równanie?
-Sophie? Co się dzieje?- Kadra odwróciła głowę do przyjaciółki.
-Nic, to po prostu ósma lekcja i jestem zmęczona- uśmiechnęła się lekko
-Zaraz koniec- Kad puściła oczko i wróciła do liczenia.

Po równych ośmiu minutach dzwonek zadzwonił i wszyscy uczniowie wybiegli z klasy, jak stado spłoszonych koni.

-Soph! Poczekaj!- Kadra zatrzymała przyjaciółkę przed szkołą.
-Co tam?- ubrała okulary przeciwsłoneczne, a w tym czasie Kadra Ją dogoniła
-Myślałam, że może chcesz pogadać? Pojedziemy do kawiarni?- uśmiechnęła się
-O-okay- zawahała się Sophie
 
Wsiadły do auta Kad i ruszyły w stronę centrum. Przedarły się przez korek i zaparkowały przed ich ulubioną cukiernią.

-Poprosimy dwa razy Latte i ciasto orzechowe- Kad podeszła do lady i zamówiła jedzenie, a Sophie wybrała dla nich miejsce.
-Jesteś wykończona- westchnęła Kad siadając na kanapie przed Soph
-Ten matematyk to frajer! O co Mu w ogóle chodziło?
-O równanie-Kad wysunęła język
-Nie miałam nawet spisanego tego równania z tablicy- mruknęła
 
Kelnerka przyniosła im, ich zamówienie.
-Co się stało?-kadra zjadła z łyżeczki pianę mleczną.
-No sama nie wiem, jak zacząć- jęknęła Sophie i zrobiła to samo, co Kad.
-Powoli, od początku- uśmiechnęła sie zachęcająco.
-To już tydzień, jak Justin mnie "uratował"- zrobiła palcami cudzysłów w powietrzu i spojrzała na przyjaciółkę.
-No rzeczywiście- przyznała Kad
-On codziennie do mnie pisze...
-Odpisujesz Mu?-dociekała Kadra
-Tak- mruknęła Sophie
-W czym jest problem?- upiła łyk kawy
-Ciągle o Nim myślę- Kad w głowie przybiła sobie piątkę.
-To coś złego?- opanowana ciągnęła temat
-Tak, bo nie chcę sie z nikim wiązać, a On do tego dąży? -uniosła prawą brew i wpatrywała się w przyjaciółkę.
-No może teraz nie, ale za jakiś czas możesz z Nim być?
Sophie pukała palcami o blat stołu i wpatrywała się skupiona w oczy Kad.
-No?
-Masz rację- uznała Soph
-Wiem- triumfalnie odparła Kad. Bierzmy się za ciasto- poruszyła brwiami.



                          ~Dzień z perspektywy Justina~

-Wydaje mi się, że jesteśmy w połowie sukcesu- oznajmił Dann prostując ręce i rozsiadając sie w fotelu.
-To będzie hit!-radośnie krzyknął Alfredo. Co z Tobą?- spojrzał podejrzliwie na Justina
-Co?- mruknął wyrywając się z zamyślenia.
-Co z Tobą nie tak?
-Jestem po prostu zmęczony...- wyjaśnił z obojętnością
-Justin, to nie to. Dobrze o tym wiesz!- dociekał Fredo
-Boże, jesteś gorszy od mojej babci!- jęknął i potarł kark.
-Martwimy się- Dann uniósł zmyślnie brew nad lewym okiem.
-Nie macie czym!- zapewnił Justin.
-Dziewczyna? Znowu myślisz o Selenie?- Alfredo kucnął przy Nim i spojrzał w oczy.
-Nie, to nie Ona!- zaprzeczył stanowczo
-To kto?- ze zdziwieniem zapytał Dann
-Sophie...- mruknął i spuścił głowę
-Córka Richarda?!- krzyknął Dann
-Ciszej bądź!- syknął Jus
-Podoba Ci się?
-Bardzo...
-To do Niej startuj!- bez zastanowienia powiedział Alfredo
-Kiedy próbuję! To nie wychodzi!
-Bo dziewczyny lubią być niedostępne... A jaka Ona jest? Jak wygląda?
-Ma piękne, długie blond włosy- zamyślił się. Słodki uśmiech i błękitne oczy. Ma około 160 centymetrów wzrostu. Boską figurę!
-Nasz maluszek się zakochał- zagruchał żartobliwie Dann
-Tez byś to zrobił, jakbyś Ją zobaczył!
-Mam żonę!- wytknął język

-Jest jeden problem...- szepnął
-Poznałem Ją, jak płakała po zerwaniu z chłopakiem
-O cholera...- mruknął Fredo.








Przepraszam, ze tyle czekacie znowu :-( Mogę was jedynie pocieszyć tym, że zacznie się pełna akcja fabuły opowiadania :3

Jednak od razu Wam powiem, ze bez 3 komentarzy ja nie ruszę z miejsca. Po prostu to motywuje i wiem, ze ktoś czeka...


Do miłego :-*

wtorek, 26 listopada 2013

Częśc piąta "Po prostu bądźmy dla siebie"

-Śpi?- zapytał Kadrę, gdy ta zeszłą do salonu
-Tak- ciężko westchnęła dziewczyna, siadając na fotelu
-Jak Ona mogła coś takiego zrobić?!- Justin potarł kark, patrząc na Kadrę.
-Sama tego nie rozumiem. Sophie jest w szoku, dobrze, że zasnęła.
-Tak, dobrze- mruknął i wbił wzrok w podłogę. A Kadra?
-Co tam?
-Czy Ona to robi przez tego Jasona?- szepnął, dalej patrząc w podłogę.
-Tak, skurwiel-syknęła przez zęby
-Nie lubisz Go?- energicznie spojrzał na Kadrę
-Nie, to totalny kretyn! Jest lalusiowaty i nawet nie umie  zaopiekować się swoją dziewczyną. Laski lecą na Jego twarz, która moim zdaniem jest krzywa, jak Jego mózg.
Justin lekko zachichotał.
-No co?- Kadra również się śmiała.
-Nie, nic. Po prostu fajne jest to, że masz inne podejście, niż 75%dziewczy -uśmiechnął się
-Mój chłopak mówi tak samo- wysunęła język.
-Nie zgadnę- gitarzysta?- wyszczerzył się Justin
-Tak. Ej, skąd wiesz?- zaśmiała sie Kadra
-Strzelałem- również się zaśmiał
-Justin, wiesz co? Jesteś spoko -puściła oczko
-Hmm, Ty też- również puścił oczko
-Mam mdleć?- zażartowała.
Oboje Wybuchnęli śmiechem.
-A mogę Cię o coś zapytać?- Kadra spojrzała na Justina
-Pewnie- powtórzył gest
-Czy Soph Ci się podoba?- niepewnie szepnęła
-Umm, no wiesz... -plątał się
-No właśnie nie wiem, dlatego pytam - wysunęła język
-Jest sympatyczna- lekko uśmiechnął się  Justin
-To prawda- mruknęła, jak terapeutka
- i ślicznie się uśmiecha- szerzej się uśmiechnął
-Tak - znowu to zrobiła
- i do tego ma boskie oczy- szeroko się uśmiechnął
-Czyli podoba Ci się- figlarnie się uśmiechnęła
-Tak- szepnął i spuścił głowę
-Stary! To świetnie1- Kadra  podskoczyła z radości i klepnęła Justina po plecach.
-Nie wiem, czy świetnie, bo Ona i tam nie zechce ze mną być. - mruknął smutnie
-Czekaj! Co?!- Kadra była zdezorientowana, co okazała patrząc na Justina
-Niedawno rzucił Ją chłopak...
-To nie był chłopak tylko baba z kutasem- zażartowała dziewczyna, przez co oboje rozkładali się ze śmiechu
-Czyli mam szansę. Myślisz?
-Ja to wiem- triumfalnie oznajmiła Kadra
Telefon Justina zaczął dzwonić, więc odebrał połączenie.
-Kadra, musze jechać do wytwórni, ale jak Sophie się obudzi, to zadzwoń do mnie, proszę. Dobra?- Jus oznajmił patrząc na dziewczynę
-Jasne i dzięki za pomoc- uśmiechnęła się



"Jednak trzy dni później wydarzyło się coś, co skłoniło ją do wyjazdu do nieznanego miasta z jedną walizką i kilkoma kartkami, które mogły mieć jakieś znaczenie albo nie.
Odkryła trzeci list Garretta." * - Sophie odciągnęła się od czytania, ponieważ ktoś zapukał do drzwi Jej pokoju.
-Proszę!- oznajmiła i odłożyła książkę, wkładając zakładkę między kartki, na fragmencie, w którym skończyła czytanie.
Do Jej pokoju wtargnął Richard, który niczym strzałą znalazł się przy łóżku córki.
-Kochanie- mruknął zatroskany i wewnętrzną stroną dłoni zaczął gładzic Jej policzek. Sophie, jak się czujesz Robaczku?
-Dobrze- pisnęła i odgarnęła włosy z twarzy.
-Justin w wytwórni mi wszystko opowiedział. Kotku, może wznowimy terapię? -zaproponował zmartwiony ojciec.
-Nigdy!- bąknęła Soph i odwróciła twarz w stronę beżowej ściany
-Pragnę z całych sił Ci pomóc! A ta próba samobójcza...
-Jaka próba samobójcza?!- odsunęła się od taty. Po prostu się zamyśliłam!- protestowała. Mam się bardzo dobrze!- zapewniła patrząc ojcu w oczy.
-Ja prostu nie chcę, aby to się powtórzyło - wytłumaczył i ujął ręce córki w dłonie, po czym spojrzał na tuziny blizn.
-Wiem tatusiu, przepraszam- odparła nieco przygnębiona.
                            -Wspomnienie-
Wbiegła do domu całą zapłakana. Taty nie było, Kadra u cioci w Karolinie Północnej, Larry na Florydzie. Nie miałą komu się wyżalić, a właśnie tego dnia po raz pierwszy uderzyły Ją kpiny i wyzwiska znajomych. OD rozwodu rodziców wszyscy Ją wspierali, ale tego dnia tak nie było. "-Jesteś stuknięta, jak Twoja matka! -Matka Cię nie chciała, bo jesteś zjebana!" Przypominała sobie zdania wypływające z ust kolegów i zalewała się łzami.
Wbiegła do swojego pokoju i zakluczyła drzwi. W łazience, która byłą 'częścią' pokoju, jak zawsze leżały tam maszynki. Miały służyć do depilacji, ale Sophie użyła ich w innym celi. Siadając na rogu wanny delikatnie rozebrała maszynkę. Uzyskując żyletkę przyłożyła ją ostrzem do żył, po wewnętrznej stronie ręki. Zaciskając pięścią koszulkę u dołu - przecięła skórę.

                              -Koniec wspomnień-

-Nie musisz, tylko nie rób sobie krzywdy- ucałował czubek Jej nosa.
-Chodźmy na herbatę- lekko się uśmiechnęła i wyszli z pokoju do salonu.




* Nicolas Sparks "List w butelce"

sobota, 9 listopada 2013

Częśc czwarta-" Nic nie jest, jakbyśmy chcieli"

 -No więc-Kadra włożyła kawałek omletu do ust i spojrzała na Soph.
-Chodzi o to, że...-zawiesiła się. Rozstała się wczoraj z Jasonem, nie umiała o tym opowiadać.
-Na miłość boską, Kotku! MÓW- zirytowała się Kadra
-Wczoraj po zajęciach zerwał ze mną Jason. -szepnęła i skupiła swój wzrok na obrazie nad Nią.
-Co?! Dlaczego?!-była całkowicie zszokowana
-Nie było, jak kiedyś...
-Zajebie tego sukinsyna-syknęła i mocno przytuliła Sophie. Kadra nie znosiła Jasa, zawsze tak było. Była inna, niż dziewczyny ze szkoły. Słuchała rock 'a i metalu, a Jej chłopakiem był gitarzysta zespołu heavy-metalowego.
-Ja tak bardzo Go kocham-łkała w ramie przyjaciółki Sophie.
-Wiem Mycha, wiem-westchnęła głęboko. Idź, weź relaksującą kąpiel-odchyliła się od Soph
-Tak, to dobra myśl. -przeczesała włosy i odsunęła krzesło. Wstała od stołu i pokierowała się w stronę łazienki. Weszła do środka i za skluczyła drzwi.
Spojrzała w lustro i szczerze się przeraziła, bo nie wyglądała zbyt dobrze. Miała podpuchnięte oczy i roztargane włosy, które związane wcześniej w nierozplątany warkocz- wyglądały, jak siano lub też jak fryzury modelek na pokazach mody, na których bywała. Na jedno wychodzi.
Zdjęła z siebie wczorajsze ubranie i wrzuciła do kosza na brudy. Wyciągnęła z szuflady grzebień i zaczęła 'walkę' z włosami. Bardzo mocno ciągnęła za włosy, tak jakby celowo zadawała sobie ból. Gdy już Jej włosy były idealnie rozczesane, Sophie napuściła do wanny w rogu łazienki gorącej wody i wrzuciła musująca kulkę do kąpieli, o zapachu wanilii. Powoli wchodziła do wanny, aby nie poparzyć skóry. Ułożyła się wygodnie i oparła głowę o zagłówek. Jej długie, blond włosy do połowy były zanurzone w wodzie, a całe Jej ciało 'okryła' piana. Rzeczywiście zaczęła się relaksować. Przymknęła oczy i powoli sie uspokajała.
Nagle usłyszała pukanie.
-Co tam?-mruknęła otwierając oczy
-Mogę się włamać?- pisnęła Kadra
-Jasne-Soph zachichotała.
Chwilę później w łazience znalazła się Kadra, z nożem w dłoni.
-Do twarzy Ci, Skarbie- zażartowała Sophie
 -O, zamknij się-jęknęła
-Ej!
-Co?!
-Dlaczego jesteś brudna?-Soph wybuchła śmiechem.
-No właśnie. Wezmę coś od Ciebie, okay? -Kadra spojrzała na przyjaciółkę w wannie.
-Pewnie- wysunęła język.
Kadra wyszła, a chwilę później Soph zakończyła kąpiel.
Owinęła się ręcznikiem i wyszła z łazienki, udając się do swojego pokoju. Z szafy wyciągnęła dresy i złoto-beżowy sweter.
-Sophie-Kadra krzyknęła z dołu
-Co?!
-Twój telefon ciągle dzwoni- jęknęła zirytowana
-Dobra, już idę- oznajmiła i zbiegła po schodach, do przyjaciółki.
 -Masz- Kadra podała Soph telefon, który znowu zaczął dzwonić.

-Halo?
-Cześć Sophie- usłyszała niepewny głos Jasona
-Cześć-syknęła
-Słuchaj, bo Michael pyta dlaczego nie przyszłaś do szkoły?
-Bo nie miałam takiej ochoty!- warknęła zła
-To przeze mnie?- zająkał się
-Nie, no coś Ty! Po prostu dowiedziałam się, że Zębowa Wróżka nie istnieje i jestem tym załamana- pełna ironii odparła.
-Soph, spokojnie- jęknął Jas
-Boże, czego Ty w ogóle ode mnie chcesz?!- znowu wybuchnęła złością.
-Chciałem kulturalnie pogadać...- syknął z irytacją
-To nierealne. Siema. -zakończyła rozmowę.
Przykucnęła i zasłoniła twarz dłońmi.
-Ej, Rybko- Kadra przytuliła przyjaciółkę.
-Muszę się przejść - oznajmiła z  dezorientacją.
-No dobrze- westchnęła Kad.
-Poczekasz na mnie?
-Jasne -uśmiechnęła się lekko
Soph wstała i wyszła do holu. Ubrała tam trampki i wyszła biegiem z domu.
Roger otworzył Jej furtkę , a Ona szybko pognała przed siebie.
Kiedy już była spory kawałek od domu, zwolniła tempo marszu. Szła z zamkniętymi oczami. Słyszał szum kół aut, jeżdżących ulicą.
Nagle usłyszała pisk opon. Obróciła się przerażona. Okazało się, ze weszła na środek jezdni. łzy zamazały cały Jej obraz.
-Sophie! Chryste Panie, co Ty wyczyniasz?!
Szybko otarła łzy i ujrzała bladego z przerażenie Justina.
-Soph/ -podszedł do Niej.
-E, Sophie?0- dziewczyna rzuciła się na Niego i mocno i  przytuliła.
-Cii, spokojnie- Jus pocierał Jej plecy. Choć, odwiozę Cię do domu, okay. Odsunął się od dziewczyny. Wziął Ją za rękę i powoli zaprowadził do samochodu.
-Chciałaś się zabici?- zapytał zmartwiony,  patrząc na Nią
-Nie-szepnęła i zalała sie łzami.


:3

poniedziałek, 4 listopada 2013

Częśc trzecia-"Płacz mi pomaga"

Usiadła na środku puszystego, żółtego dywanu i wpatrywała się w brązową ścianę przed Nią.
Wtem Jej telefon 3razy zawibrował, dostała SMS-a
od: Justin Bieber]
Jak się czujesz?
do:Justin Bieber
Jest okay. Nie musisz się martwic. Zajmij się sobą! :-)

Wystukała treść wiadomości i nie czekając na odpowiedź wyłączyła telefon.
Celowo Go okłamała. Nie chciała żadnego kontaktu z Nim.
Wstała z dywanu, aby zamknąć drzwi, kluczem w zamku. Przekręciła klucz dwa razy i wyjęła go, odkładając na szafkę przy drzwiach. Pokierowała się w stronę ogromnego łózka, w prawym rogu, zaścielonego zielonym pledem. Położyła się na nim i zamknęła oczy. Chwile później pogrążyła się we śnie.

-Soph! Sophie jesteś tam? Już 8!-pan Richard gorączkowo nawoływał córki, pukając do drzwi. Jezu, co?-mruknęła zaspana, powoli siadając na łóżku.
-Sophie, spóźnisz się!-Richard krzyknął
-Moment!-wstała z łóżka i pokierowała się w stronę drzwi, które otworzyła.
-Sophie, kochanie-Richard westchnął z ojcowską miłością.
-Tato, nie mam ochoty iść do szkoły...-machnęła ręką. Jestem dorosła-spojrzała ojcu w oczy.
-To Twoja decyzja, ale lepiej byłoby, gdybyś poszło na zajęcia.
-Wiem, ale nie pójdę-prychnęła i trzasnęła ojcu drzwiami przed nosem.
Zaczęła rozglądać się za telefonem. Jej wzrok wodził po beżowych ścianach, białych meblach, aż natknął się na olbrzymi, turkusowy fotel, okryty żółtym kocem.  Na nim leżała komórka Soph. Podeszła tam i  włączyła telefon siadając na brzegu fotela. Od razu "zaatakowała' Ją fala SMS-ów i informacji o nieodebranych połączeniach i pozostawionych w skrzynce głosowej wiadomości. Najpierw je odsłuchała. Jedna szczególni Ją zdziwiła:
"Cześć Soph, nie wiem ile jeszcze masz zamiar mieć wyłączony telefon, ale martwię się. Oddzwoń, Justin. "
Następnie odczytywała kolejno wszystkie SMS-y. Oczywiście Kadra, najlepsza przyjaciółka Soph w bardzo ostry i wulgarny sposób dała do zrozumienia dziewczynie, ze się o Nią martwi. Sophie przywykła do tego, że Jej przyjaciółka taka jest i chichotała po cichu czytając od Niej wiadomości.
Wiadomości od Justina były całkowicie inne, bardzo miłe. Sophie była szczerze zdziwiona, ponieważ znali sie bardzo krótko, a och rozmowa trwała pare minut.
Soph nie była, jak inne nastolatki w Jej wieku. Nie podkochiwała się w Robercie Pattisonie, Taylorze Laurenia, czy Justinie Bieberze. Było to spowodowane tym, że miała na wyciągnięcie ręki świat show-biznesu i ludzi, którzy w nim żyją. Często bywała na koncertach nastoletnich idoli, takich jak Taylor Swift, Demi Lovato czy The Wanted, albo Carly Rey Jepsen. Nie było dla Niej nowością widzieć kogoś sławnego w swoim domu. Przywykła wręcz do tego i było to dla Niej rutyną. Często uczestniczyła w różnych galach i premierach filmów; na czerwonym dywanie czuła się swobodnie.
Ma to swoje plusy i minusy, o których dziewczyna doskonale wiedziała.


W pokoju Soph rozległo się pukanie do drzwi.
-Proszę!
-Panienko, ktoś do Ciebie-oznajmił Christopher
-Dobrze-uniosła głowę
Do Jej pokoju wtargnęła Kadra.
-Boże, żyjesz!-krzyknęła z ulgą i podbiegła do przyjaciółki, aby Ją przytulic.
-Jasne, że żyję-jęknęła Soph
Kadra odsunęła się i pacnęła Sophie w ramię.
-EJ, za co to?!-pisnęła Soph pocierając obolałe miejsce
-Za bycie idiotką! Martwiłam się, jak cholera!-westchnęła z irytacją dziewczyna
-Boże, przesadzasz-westchnęła Sophie machając dłonią, co zaowocowało kolejnym uderzeniem Kadry. Przestań, to boli!-krzyknęła.
-Martwiłam się i nie mogłam całą noc spać! Jesteś nieodpowiedzialna- syknęła Kadra
-Wiesz co? Chodź na śniadanie, a wszystko Ci opowiem- głęboko spojrzała w oczy przyjaciółki i obie wyszły do jadalni, na parterze.
-Dzień dobry, Patrick-Soph przywitała kucharza. Zrobisz coś dla nas?
-Oczywiście, a na co macie ochotę- uśmiechnął się
-Omlet z bekonem i jajkami-szepnęła z nadzieją w głosie Kadra.
Patrick zaśmiał się i spojrzał na Soph.
-JA poproszę sam omlet i może do niego jabłka. Nie mogę jeść, jak Kadra, bo będę jak trzydrzwiowa szafa-uśmiechnęła się.
-Ej, spalę to na siłowni -broniła się Kadra
-Ty tak, ale ja nie chodzę na siłownię!
Zaśmiały się obie.

sobota, 19 października 2013

Część druga- "Nie znoszę litości!"

Stała dalej wpatrując się w dal. Dopiero teraz zauważyła, że wokoło domu przybyło ochroniarzy, a na parkingu stało białe ferrari. Samochód zrobił na Niej wrażenie.
Sophie była "półsierotą,,, od 6 lat. Jej matka rozwiodła się z Jej ojcem, zrzekając się przy tym praw, do Jej wychowywania.
Ojciec Soph jest bardzo znanym producentem muzycznym. Z chęcią także sponsoruje teledyski przeróżnych gwiazd. Miał wyrobiony szacunek w branży muzycznej i nie tylko.
-O Jezu!- Soph usłyszała zirytowane krzyki za plecami. Odwróciła się i zobaczyła chłopaka z kanapy. Na Jej widok uspokoił się i lekko uśmiechnął.
-Coś się stało?- zatroskała się o gościa taty.
-Nie, tylko telefon mi się rozładowała...- westchnął patrząc głęboko Sophie w oczy.
-Mogę użyczyć Ci swojego. Chcesz?- wyjęła z tylnej kieszeni dżinsów swojego Iphona i podała w stronę chłopaka.
-Dzięki- szczerze sie do Niej uśmiechnął.
Odszedł w kąt tarasu i zatelefonował. Po zakończonej rozmowie oddał własność właścicielce.
-Dziękuję. Tak w ogóle to jestem Justin, Justin Bieber- wyciągnął do Niej dłoń z szerokim uśmiechem.
-Sophie Meller- ścisnęła jego dłoń.
-Dlaczego jesteś taka smutna?- stanął na przeciw Niej
-Nic takiego- spuściła głowę
-Ach, przykro mi, gdy widzę, jak taka ślicznotka płacze- podniósł kciukiem Jej głowę, a Ona zalała sie nową falą łez.
-Co się dzieje? Proszę, powiedz mi! -Justin miał błaganie w oczach
-Chłopak dzisiaj ze mną zerwał. -wychlipała opuszczając głowę.
-Dupek- syknął Bieber pod nosem.
Znowu uniósł Jej głowę i spojrzał głęboko w Jej przepełnione bólem, błękitne oczy.
-Nie płacz już, proszę. On nie jest wart tych łez!
-Jason jest1- odsunęła się z oburzeniem od Justina
-Przepraszam- szepnął i potarł nerwowo kark
-Nie masz za co- odwróciła się w Jego stronę.
-Justin?- przerwały im krzyki osoby wychodzącej z domu. -O Justin! Już wszystko ustaliliśmy. Możemy jechać.
-Już, moment!- Jus odwrócił się do swojego menadżera.
-Och, dobrze. Mężczyzna spojrzał na Sophie. Podszedł do Niej z życzliwym uśmiechem.
-Scooter Braun, miło mi -przedstawił się
-Sophie Meller- uśmiechnęła się i skinęła głową.
-czekam na Ciebie w aucie!-Scott powiedział do Justina i ruszył w stronę białego ferrari.
-Mogę zostawić Ci swój numer telefonu?- Justin spojrzał błagalnie na blondynkę.
-Ych, no dobrze.- znowu podała Mu telefon, aby wystukał numer. Oddał po chwili urządzenie , a Soph od razu zadzwoniła pod wybrany.
-Mój też już masz. Trzymaj się- ominęła chłopaka i weszła do domu.

Na kanapie siedział Richard, a Larry obok na fotelu.
-O, rybko! Chodź do nas! - ojciec poprosił córkę, wskazując palcem, aby usiadła obok niego.
-Jak to się wydarzyło? zamartwiał się Larry
-No po prostu- westchnęła z trudem powstrzymują napływające do jej oczu łzy.
-A jak się czujesz?- czule objął Ją ramieniem tata, całując lewą skroń.
-Beznadziejnie- załkała i wyrwała się z uścisku ojca.
-Cii, nie płacz- Richard ocierał  Jej łzy kciukiem
-Pójdę do siebie. Chcę pobyć sama. -wybiegła z salonu, na schody prowadzące na I piętro.


Czy mam kontynuować pisanie? Sama już nie wiem...

Jeżeli na tej stronie: https://www.facebook.com/pages/Wasze-blogi-o-Idolach-/227976670699724 będzie ponad 130 lajków będę tam informować o rozdziałach. Piszcie też, jeżeli chce, aby tam pojawił sie link do waszego bloga.

Proszę o komentarze, kocham Was <3

poniedziałek, 30 września 2013

Częśc pierwsza- "To nie może byc prawda!'

-Przepraszam! Na prawdę!- Jason miał żal o oczach z powodu Jej łez. Po 3 latach szczęśliwego związku postanowił przerwać to.
-Nie przepraszaj!- Sophie spojrzała mu w Jego zielone oczy. Kochała Go, bardzo. Kochała każdy milimetr Jego ciała. Jego kruczoczarne, krótkie włosy, dużo oczy, malinowe usta, lekko zadarty nos, umięśnione ramiona i brzuch, półokrągłe, zadbane paznokcie, kolana na których zawsze usypiała. Był od Niej wyższy, o koło 10cm. Dobrze razem wyglądali. Jason był od Soph starszy o rok, miał 19 lat.
-Odwiozę Cię do domu, dobrze?- chwycił Jej torbę z trawy, który wyleciała dziewczynie z rąk na wieść o rozstaniu.
-Dobrze- szepnęła, biorąc torbę i ocierając łzy z polików. Maskara, która rozpłynęła się pod Jej oczami, sprawiała, ze wyglądała, jak panda.
Jason podszedł do Niej i kciukiem dotknął Jej policzka, aby otrzeć łzy. Dziewczyna wzdrygnęła się i odsunęła, obracając się na pięcie w stronę parkingu. Za Nią podążył Jason.
Wyjechał z parkingu, kierując się w stronę ulicy, gdzie mieszkała Sophie, aby za pięć minut być na miejscu.
-Cześć Soph. Jakby coś się działo, możesz na mnie liczyć!- zapewniał gasząc silnik, swojego BMW-u.
-Aha, dzięki- oschle odparła i wyszła trzaskając drzwiami.
Kierowała się w stronę żelaznej furtki, którą otworzył Jej ochroniarz.
-Dzień dobry, panienko. -przywitał się kulturalnie Roger, otwierając furtkę.
-Dzień dobry- smutnie odparła.
Przeszła przez ścieżkę, ułożoną jak chińską mozaikę i stanęła przed drzwiami.
-Dzień dobry, Soph- kolejny ochroniarz, Marco, powitał Ją i otworzył drzwi.
-Dzień dobry ,Marco- była jeszcze bardziej smutna w powitaniu.
Weszła do budynku i zsunęła się po ścianie, głośno przy tym płacząc.
Odbiła się od podłogi i wstała podchodząc do ogromnego lustra w przedpokoju. Tam jeszcze bardziej się rozpłakała. Przejechała dłonią po lśniącym lustrze, zostawiając na nim smugi.
Helena, kobieta odpowiedzialna za porządek w domu, jedynie poklepała Ją po plecach.
-jest tata?- wymruczała wpatrując się w Helenę
-Tak, ale- kobieta nie dokończyła, bo dziewczyna poderwała się pobiegła w stronę głównego salonu, w ich domu.
Wparowała tam, w przeciągu sześciu sekund. Zamurowała Ją widząc, że ojciec ma gości.
-Oj, przepraszam- przeczesała włosy palcami. Na skórzanej kanapie siedział chłopak z brązowymi oczami i karmelowymi włosami, a obok niego mężczyzna z krótkimi, czarnymi włosami i delikatnym zarostem. Oboje patrzyli na Sophie z przerażeniem.
-Am, nie szkodzi kochanie. Wszystko gra?- pan Richard poderwał się ze swojego fotela.
-Nie, ale to później. - samotna łza słynęła po Jej policzku, podczas gdy mocno objął Ja ojciec.
-Ych, przepraszam, jesteś zajęty. Ja pójdę na taras- wskazała kciukiem w stronę tarasowych drzwi.
Przechodząc obok dwóch mężczyzn sztucznie się uśmiechnęła i zniknęła za drzwiami.
Oparła ręce o barierkę i wpatrywała się w ogród, w dali. Łzy spływały Jej same po twarzy, aż cała Jej koszulka była mokra.
-Cześć Soph- z zamyślenia wyrwał Ją Larry, asystent pan Richarda.
Odwróciła głowę ze zdezorientowaniem w Jego stronę. -Yyy, hej- uniosła lekko dłoń w Jego kierunku.
-Co się stało?- przytulił Sophie. Miał 26 lat, więc traktował Ją, jak młodszą siostrę. Spędzali ze sobą mnóstwo czasu, więc bardzo sobie ufali.
-Jason zerwał ze mną- wyłkała w ramię Larrego.
-Dlaczego? Cos się wydarzyło?
-Po prostu, już nie było tak, jak trzy lata temu- westchnęła, odsuwając się od chłopaka.
-Przykro mi, bardzo. Pogadamy, jak skończę spotkanie, obiecuję!- przysunął dłonią Jej głowę i pocałował czoło. Po tym wszedł do domu.



Mamy pierwszy rozdział!! Jak wrażenia? :-)
Bardzo, bardzo, bardzo, bardzo Was proszę o komentarze.
!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
 Wiem, ze jak na razie nie ma nic z Justinem, ale poznajemy właśnie główną bohaterkę :-* Piszcie, jeżeli coś Wam się nie podoba, to to poprawię, teraz to ma znaczenie, bo w późniejszej fazie pisania, będzie już za późno. :-(

niedziela, 29 września 2013

Zapowiedź !

Historia niechcianej miłość.
On,  zrobi wszystko, żeby Ona zechciała z Nim porozmawiać, żeby zechciała chociaż na Niego spojrzeć.
Ona, nie chce mieć żadnego kontaktu z mężczyznami.
On, może mieć każdą, ale zakochał się właśnie w Niej.
Ona, porzucona, nie ufa nikomu.

Co wyniknie z tego połączenia? Czy porzucona i nieufna dziewczyna porzuci swoje żale i odwzajemni uczucia chłopak?












Wyrażajcie swoje opinie, komentujcie i dzielcie się relacjami. <!!>