-Nie odbiera, cholera jasna!-jęknęła
kadra
-Może coś jej się stało?- źrenica
Jusa rozszerzył się
-wypluj to! NIE jej się NIE
STAŁO-zaakcentowała
-Bądźmy realistami! Chodź, jedźmy jej
poszukać- Justin ruszył do wyjścia.
-Samochód!-Kadra wskazała na rozbity
pojazd
-Jezu...Nie!-Justin zbladł i zjechał
na pobocze
-Dzwonię na pogotowie- wyciągnęła
komórkę i wybrała właściwy numer, podczas gdy Justin wojował z
drzwiami, które się zablokowały.
-Cholera, Kadra! Zacięły
się!-zrozpaczony kopał felgę w przednim kole.
-Ha-Halo? Moja przyjaciółka miała
wypadek! Drzwi jej samochodu się zacięły-Kadra krzyczała przez
łzy. To 18 kilometr na wylotówce do Miami.
-Zabieramy pana żonę do szpitala.
Może pan z nami polecieć helikopterem-szybko oznajmił lekarz
-Justin, lec-Kadra objęła go
ramieniem, a po chwili zemdlała.
-Noszę! Gazu-lekarz przykucnął przy
niej i zmierzył tętno. George, zabierzcie ją karetką.
Całkowicie zmieszany chłopak pognał
do helikoptera, gdzie usiadł na rozkładanym zielonym krzesełku
przymocowanym do ściany maszyny. Lekarz i ratownik wykonywali
wszystko, aby parametry życiowe Sophie wyrównały się. Justin
patrzył zapłakany na ukochaną leżącą na noszach z kołnierzem
na szyi i twarzą zalaną krwią. Czuł się bezsilny. Delikatnie
pocierał jej ramię wpatrując się ślepo w dal.
-Mamy ją- ratownik westchnął z ulga
i spojrzał na Justin. Dobrze się pan czuje?- zmierzył go badawczo
wzrokiem.
-tak- potrząsnął głową i otarł
łzy.
-To zrozumiałe, ze jest panu ciężko,
przecież to pana żona.
-Nie żona- uśmiechnął się
-Dobrze, nawet jeśli to pańska
dziewczyna-trud jest ten podobny- skinął głową i wrócił do
Soph.
-Fredo, ja sobie tego nigdy nie
wybaczę- Justin przeczesywał włosy krążąc po korytarzu
-Justin, spokojnie. Ważne, ze Sophie
żyje- przyjaciel starał się go uspokoić.
-Nie mogę byc spokojny!-warknął do
słuchawki
-Jus..- Alfredo ciężko
westchnął powodują cecho w słuchawce
-Kocham ja-rozpłakał się, jak mały
chłopczyk i zakończył połączenie zauważając biegnących w jego
stronę Richarda i Larrego.
-Justin, chłopcze- Richard objał go
ramieniem. Co tu się stało?
-Sophie wybiegła z hotelu i- potarł
twarz
-Okay...- Larry poklepał go po
plechac.

