środa, 9 lipca 2014

EPILOG


-Nie odbiera, cholera jasna!-jęknęła kadra
-Może coś jej się stało?- źrenica Jusa rozszerzył się
-wypluj to! NIE jej się NIE STAŁO-zaakcentowała
-Bądźmy realistami! Chodź, jedźmy jej poszukać- Justin ruszył do wyjścia.


-Samochód!-Kadra wskazała na rozbity pojazd
-Jezu...Nie!-Justin zbladł i zjechał na pobocze
-Dzwonię na pogotowie- wyciągnęła komórkę i wybrała właściwy numer, podczas gdy Justin wojował z drzwiami, które się zablokowały.
-Cholera, Kadra! Zacięły się!-zrozpaczony kopał felgę w przednim kole.
-Ha-Halo? Moja przyjaciółka miała wypadek! Drzwi jej samochodu się zacięły-Kadra krzyczała przez łzy. To 18 kilometr na wylotówce do Miami.



-Zabieramy pana żonę do szpitala. Może pan z nami polecieć helikopterem-szybko oznajmił lekarz
-Justin, lec-Kadra objęła go ramieniem, a po chwili zemdlała.
-Noszę! Gazu-lekarz przykucnął przy niej i zmierzył tętno. George, zabierzcie ją karetką.
Całkowicie zmieszany chłopak pognał do helikoptera, gdzie usiadł na rozkładanym zielonym krzesełku przymocowanym do ściany maszyny. Lekarz i ratownik wykonywali wszystko, aby parametry życiowe Sophie wyrównały się. Justin patrzył zapłakany na ukochaną leżącą na noszach z kołnierzem na szyi i twarzą zalaną krwią. Czuł się bezsilny. Delikatnie pocierał jej ramię wpatrując się ślepo w dal.

-Mamy ją- ratownik westchnął z ulga i spojrzał na Justin. Dobrze się pan czuje?- zmierzył go badawczo wzrokiem.
-tak- potrząsnął głową i otarł łzy.
-To zrozumiałe, ze jest panu ciężko, przecież to pana żona.
-Nie żona- uśmiechnął się
-Dobrze, nawet jeśli to pańska dziewczyna-trud jest ten podobny- skinął głową i wrócił do Soph.



-Fredo, ja sobie tego nigdy nie wybaczę- Justin przeczesywał włosy krążąc po korytarzu
-Justin, spokojnie. Ważne, ze Sophie żyje- przyjaciel starał się go uspokoić.
-Nie mogę byc spokojny!-warknął do słuchawki
-Jus..- Alfredo ciężko westchnął powodują cecho w słuchawce
-Kocham ja-rozpłakał się, jak mały chłopczyk i zakończył połączenie zauważając biegnących w jego stronę Richarda i Larrego.
-Justin, chłopcze- Richard objał go ramieniem. Co tu się stało?
-Sophie wybiegła z hotelu i- potarł twarz

-Okay...- Larry poklepał go po plechac.


wtorek, 28 stycznia 2014

Częśc ósma "To był jeden raz!"


-Ju-Justin- Sophie niepewnie szturchnęła Justina, aby go obudzić.
-Hmm-mruknął pocierając oczy i usiadł prostując plecy po czym spojrzał na Sophie- Umm, hej- mruknął
-Potrzebuję się ubrac...- jęknęła
-Ach, jasne. Już coś skombinuję- westchnął
-Zadzwoń do Kadry, po prostu. Mój telefon... Umm, zgubiłam go gdzieś- niezręcznie potarła kark
-Ołł, no dobra. Już dzwonię- wystukał numer i przyłożył telefon do ucha.
-Halo?- zaspany głos Kadry odezwał się w słuchawce
-Kad, możesz przyjśc do pokoju 236 z jakimiś ubraniami? Dziękuję- szybko powiedział i rozłączył się

-Tak właściciwie to co jest złego we wczorajszej sukience?- nieśmiało zachichotał
-Falbanka się rozdarła i wsyzscy widzieliby mój tyłek!- wurzuciła ręce w powietrze z frustracją
-O nie! To straszne!-zaśmiał się, za co dostał poduszką w twarz. Chcesz wojny? To będziesz ją miała.- uniósł brew i połozył Sophie na łóżko, za nim zdążyłą zareagowac. Zaczął Ją łaskotac, a Ona dusiła się śmiechem. Łąskotanie szybko przemieniło się w dośc seksowne pieszczoty językiem i delikatne muskanie wargami.

Nie usłyszeli, gdy do pokoju weszła Kadra.

-Dzień dobry- Kad uśmiechnęła się uradowana

Szybko odskoczyli od siebie i oboje poczerwienieli ze wstydu i zażenowania.

-Justin, spokojnie- poklepała chłoapak po plecach. Myślisz, ze nigdy pornola nie oglądałam- Kadra wybuchłą śmiechem
-Idiotka- mruknęła Sophie i wyrwałą z Jej rąk dresy

Wyszła do toalety, aby ubrac si.e, c zrobiłą zaskakująco szybko. Kiedy chciałą wyjśc usłyszałą rozmowę, Kad z Jusem.

-... nie wiem, co i jak i kiedy- Justin z przejęciem westchnął
-Justin, spokojnie- uspokoiła Kad. Sophie czuje sie coraz lepiej , a po tym, co widziałam, jestem pewna, ze Wam sie uda- poklepała go w ramię.

Sophie zamarła. Poczułą się oszukana,a le co gorsze- jak rzecz.
Szybko wtargnęła do pokoju.

-Co wy sobie do cholery wyobraziliście?!- warknęła pełna złości.
-Sophie, to nie tak!- Justin był przerażony.
-A jak?!- wyrzuciła ręce w powietrze. Wcale nie czuję się lepiej, droga "najlepsza przyjaciółko "- zrobiła cudzysłów palcami w powietrzu i syknęła z irytacją. Nie życzę sobie, abyście spiskowlai O MNIE za MOIMI plecami- zaakcentowała 'slowa klucze', po czym wybiegła z pokoju.

Pokierowała się na parking, gdzie stał jej samochów. Wsiadła do środka i odpaliła silnik.
 
Łzy zamazywała jej obraz, ale ona uparcie wykonywałą manewry drogowe. Jej prędkośc bardzo szybko wzropsła z 30 km/h- przy starcie, na 110km/h- na pierwszej prostej. Pędziła przed siebie. Wzięła z pokoju, gdzie była zameldowana tylko swoja torebkę, w której zaczął brzęczec telefon uwalniając z głośników piosenkę zespołu little Mix "Wings" Jedna rękę Sophie wybrzegała z torby telefon i odebrała połączenie przesuwając kciukime po ekranie, we włąciwym miejscu.

-Halo?- pociągnęła nosem
-Hey Sophie! Okay?- po drugiej stronie odezwał się Larry
-Hey, okay- zapewniła starając sie udowodnic to głosem, który był zbyt sztuczny
-Sophie, pzrecież płaczesz!- zauważył
-Nie!- przerzuciła bieg i nacisnęła pedał gazu.
-Zatrzymaj się! Przestań kierowac.

Sophie przerwała rozmowę i ruszyła jeszcze szybciej.

-Kretyńsko- mruknęła sama do siebie. Myślałam, ze moge jej ufac! Tyle lat sie znamy!- uderzyła dłońmi o kieronicę. Niew rozumiem o co w tym wszystkim chodzi! Przecież ja nie planowałam z nim spac! - pokręicłą głową. Cholera, no!- zalała sie nową fala łęz. Kurwa mac, nie chcę tak! Pierdolę to wszystko, byle było dobrze! Zawsze ktos mnie musi kurwa wystawic! Zawsze. Najpierw pieprzona majsia, później Jason,a teraz oni. Zajebiste życie! No kurwa, co jest ze mną nie tak?!- krzyczła na całe gardło. Czy zawsze musze dostac po dupie?- otarła łzy przez co jej poliki był czarne od stopionej maskary.

                                                            -Wspomnienie-



Richard wyszedł z sali rozparaw i mocno objął Sophie. Chciał zając ją, gdy jej matka będzie stamtąd wychodzic.

Kiedy Sara wychodizła z sali Sophie odrazu odsunęła sie od ojca. Poznałą Sarę po tupocie jej butów

-Mamo?- załkałą dziewczyną
-NIE MÓW TAK NA MNIE!- synęła Sara jadowicie i obróciła sie w stronę wyjścia.
-Mamo! Wróc! Przepraszam! Już nie będę! Wróc do mnie! Mamo! Kocham Cię! Wróc!- dziewczyna krzyczała z całych sił.

-Kochanie, chodź- Richard podniósł Sophie i wraz z eskortą wyszli z sądu
 
                                     -Koniec wspomnień-
Sophie całkowicie pogrązyłą się w rozpaczy.
Zboczyła z drogi i wjechaałw ogromne drzewo, na poboczu.
Z maski auta wydobył sie dym,a Sophie przetczyłą się na miejsce pasażera zalewając się jednocześnie krwią.