-Ju-Justin- Sophie niepewnie
szturchnęła Justina, aby go obudzić.
-Hmm-mruknął pocierając oczy i
usiadł prostując plecy po czym spojrzał na Sophie- Umm, hej-
mruknął
-Potrzebuję się ubrac...- jęknęła
-Ach, jasne. Już coś skombinuję-
westchnął
-Zadzwoń do Kadry, po prostu. Mój
telefon... Umm, zgubiłam go gdzieś- niezręcznie potarła kark
-Ołł, no dobra. Już dzwonię-
wystukał numer i przyłożył telefon do ucha.
-Halo?- zaspany głos Kadry odezwał
się w słuchawce
-Kad, możesz przyjśc do pokoju 236 z
jakimiś ubraniami? Dziękuję- szybko powiedział i rozłączył się
-Tak właściciwie to co jest złego we
wczorajszej sukience?- nieśmiało zachichotał
-Falbanka się rozdarła i wsyzscy
widzieliby mój tyłek!- wurzuciła ręce w powietrze z frustracją
-O nie! To straszne!-zaśmiał się, za
co dostał poduszką w twarz. Chcesz wojny? To będziesz ją miała.-
uniósł brew i połozył Sophie na łóżko, za nim zdążyłą
zareagowac. Zaczął Ją łaskotac, a Ona dusiła się śmiechem.
Łąskotanie szybko przemieniło się w dośc seksowne pieszczoty
językiem i delikatne muskanie wargami.
Nie usłyszeli, gdy do pokoju weszła
Kadra.
-Dzień dobry- Kad uśmiechnęła się
uradowana
Szybko odskoczyli od siebie i oboje
poczerwienieli ze wstydu i zażenowania.
-Justin, spokojnie- poklepała chłoapak
po plecach. Myślisz, ze nigdy pornola nie oglądałam- Kadra
wybuchłą śmiechem
-Idiotka- mruknęła Sophie i wyrwałą
z Jej rąk dresy
Wyszła do toalety, aby ubrac si.e, c
zrobiłą zaskakująco szybko. Kiedy chciałą wyjśc usłyszałą
rozmowę, Kad z Jusem.
-... nie wiem, co i jak i kiedy- Justin
z przejęciem westchnął
-Justin, spokojnie- uspokoiła Kad.
Sophie czuje sie coraz lepiej , a po tym, co widziałam, jestem
pewna, ze Wam sie uda- poklepała go w ramię.
Sophie zamarła. Poczułą się
oszukana,a le co gorsze- jak rzecz.
Szybko wtargnęła do pokoju.
-Co wy sobie do cholery
wyobraziliście?!- warknęła pełna złości.
-Sophie, to nie tak!- Justin był
przerażony.
-A jak?!- wyrzuciła ręce w powietrze.
Wcale nie czuję się lepiej, droga "najlepsza przyjaciółko "-
zrobiła cudzysłów palcami w powietrzu i syknęła z irytacją. Nie
życzę sobie, abyście spiskowlai O MNIE za MOIMI plecami-
zaakcentowała 'slowa klucze', po czym wybiegła z pokoju.
Pokierowała się na parking, gdzie
stał jej samochów. Wsiadła do środka i odpaliła silnik.
Łzy zamazywała jej obraz, ale ona
uparcie wykonywałą manewry drogowe. Jej prędkośc bardzo szybko
wzropsła z 30 km/h- przy starcie, na 110km/h- na pierwszej prostej.
Pędziła przed siebie. Wzięła z pokoju, gdzie była zameldowana
tylko swoja torebkę, w której zaczął brzęczec telefon uwalniając
z głośników piosenkę zespołu little Mix "Wings"
Jedna rękę Sophie wybrzegała z torby telefon i odebrała
połączenie przesuwając kciukime po ekranie, we włąciwym miejscu.
-Halo?- pociągnęła nosem
-Hey Sophie! Okay?- po drugiej stronie
odezwał się Larry
-Hey, okay- zapewniła starając sie
udowodnic to głosem, który był zbyt sztuczny
-Sophie, pzrecież płaczesz!- zauważył
-Nie!- przerzuciła bieg i nacisnęła
pedał gazu.
-Zatrzymaj się! Przestań kierowac.
Sophie przerwała rozmowę i ruszyła
jeszcze szybciej.
-Kretyńsko- mruknęła sama do siebie.
Myślałam, ze moge jej ufac! Tyle lat sie znamy!- uderzyła dłońmi
o kieronicę. Niew rozumiem o co w tym wszystkim chodzi! Przecież ja
nie planowałam z nim spac! - pokręicłą głową. Cholera, no!-
zalała sie nową fala łęz. Kurwa mac, nie chcę tak! Pierdolę to
wszystko, byle było dobrze! Zawsze ktos mnie musi kurwa wystawic!
Zawsze. Najpierw pieprzona majsia, później Jason,a teraz oni.
Zajebiste życie! No kurwa, co jest ze mną nie tak?!- krzyczła na
całe gardło. Czy zawsze musze dostac po dupie?- otarła łzy przez
co jej poliki był czarne od stopionej maskary.
-Wspomnienie-
Richard wyszedł z sali
rozparaw i mocno objął Sophie. Chciał zając ją, gdy jej matka
będzie stamtąd wychodzic.
Kiedy Sara wychodizła z
sali Sophie odrazu odsunęła sie od ojca. Poznałą Sarę po
tupocie jej butów
-Mamo?- załkałą dziewczyną
-NIE MÓW TAK NA MNIE!-
synęła Sara jadowicie i obróciła sie w stronę wyjścia.
-Mamo! Wróc! Przepraszam!
Już nie będę! Wróc do mnie! Mamo! Kocham Cię! Wróc!- dziewczyna
krzyczała z całych sił.
-Kochanie, chodź- Richard
podniósł Sophie i wraz z eskortą wyszli z sądu
-Koniec wspomnień-
Sophie całkowicie pogrązyłą
się w rozpaczy.
Zboczyła z drogi i
wjechaałw ogromne drzewo, na poboczu.
Z maski auta wydobył sie
dym,a Sophie przetczyłą się na miejsce pasażera zalewając się
jednocześnie krwią.


Czekam na next. !! :))
OdpowiedzUsuń