środa, 9 lipca 2014

EPILOG


-Nie odbiera, cholera jasna!-jęknęła kadra
-Może coś jej się stało?- źrenica Jusa rozszerzył się
-wypluj to! NIE jej się NIE STAŁO-zaakcentowała
-Bądźmy realistami! Chodź, jedźmy jej poszukać- Justin ruszył do wyjścia.


-Samochód!-Kadra wskazała na rozbity pojazd
-Jezu...Nie!-Justin zbladł i zjechał na pobocze
-Dzwonię na pogotowie- wyciągnęła komórkę i wybrała właściwy numer, podczas gdy Justin wojował z drzwiami, które się zablokowały.
-Cholera, Kadra! Zacięły się!-zrozpaczony kopał felgę w przednim kole.
-Ha-Halo? Moja przyjaciółka miała wypadek! Drzwi jej samochodu się zacięły-Kadra krzyczała przez łzy. To 18 kilometr na wylotówce do Miami.



-Zabieramy pana żonę do szpitala. Może pan z nami polecieć helikopterem-szybko oznajmił lekarz
-Justin, lec-Kadra objęła go ramieniem, a po chwili zemdlała.
-Noszę! Gazu-lekarz przykucnął przy niej i zmierzył tętno. George, zabierzcie ją karetką.
Całkowicie zmieszany chłopak pognał do helikoptera, gdzie usiadł na rozkładanym zielonym krzesełku przymocowanym do ściany maszyny. Lekarz i ratownik wykonywali wszystko, aby parametry życiowe Sophie wyrównały się. Justin patrzył zapłakany na ukochaną leżącą na noszach z kołnierzem na szyi i twarzą zalaną krwią. Czuł się bezsilny. Delikatnie pocierał jej ramię wpatrując się ślepo w dal.

-Mamy ją- ratownik westchnął z ulga i spojrzał na Justin. Dobrze się pan czuje?- zmierzył go badawczo wzrokiem.
-tak- potrząsnął głową i otarł łzy.
-To zrozumiałe, ze jest panu ciężko, przecież to pana żona.
-Nie żona- uśmiechnął się
-Dobrze, nawet jeśli to pańska dziewczyna-trud jest ten podobny- skinął głową i wrócił do Soph.



-Fredo, ja sobie tego nigdy nie wybaczę- Justin przeczesywał włosy krążąc po korytarzu
-Justin, spokojnie. Ważne, ze Sophie żyje- przyjaciel starał się go uspokoić.
-Nie mogę byc spokojny!-warknął do słuchawki
-Jus..- Alfredo ciężko westchnął powodują cecho w słuchawce
-Kocham ja-rozpłakał się, jak mały chłopczyk i zakończył połączenie zauważając biegnących w jego stronę Richarda i Larrego.
-Justin, chłopcze- Richard objał go ramieniem. Co tu się stało?
-Sophie wybiegła z hotelu i- potarł twarz

-Okay...- Larry poklepał go po plechac.


wtorek, 28 stycznia 2014

Częśc ósma "To był jeden raz!"


-Ju-Justin- Sophie niepewnie szturchnęła Justina, aby go obudzić.
-Hmm-mruknął pocierając oczy i usiadł prostując plecy po czym spojrzał na Sophie- Umm, hej- mruknął
-Potrzebuję się ubrac...- jęknęła
-Ach, jasne. Już coś skombinuję- westchnął
-Zadzwoń do Kadry, po prostu. Mój telefon... Umm, zgubiłam go gdzieś- niezręcznie potarła kark
-Ołł, no dobra. Już dzwonię- wystukał numer i przyłożył telefon do ucha.
-Halo?- zaspany głos Kadry odezwał się w słuchawce
-Kad, możesz przyjśc do pokoju 236 z jakimiś ubraniami? Dziękuję- szybko powiedział i rozłączył się

-Tak właściciwie to co jest złego we wczorajszej sukience?- nieśmiało zachichotał
-Falbanka się rozdarła i wsyzscy widzieliby mój tyłek!- wurzuciła ręce w powietrze z frustracją
-O nie! To straszne!-zaśmiał się, za co dostał poduszką w twarz. Chcesz wojny? To będziesz ją miała.- uniósł brew i połozył Sophie na łóżko, za nim zdążyłą zareagowac. Zaczął Ją łaskotac, a Ona dusiła się śmiechem. Łąskotanie szybko przemieniło się w dośc seksowne pieszczoty językiem i delikatne muskanie wargami.

Nie usłyszeli, gdy do pokoju weszła Kadra.

-Dzień dobry- Kad uśmiechnęła się uradowana

Szybko odskoczyli od siebie i oboje poczerwienieli ze wstydu i zażenowania.

-Justin, spokojnie- poklepała chłoapak po plecach. Myślisz, ze nigdy pornola nie oglądałam- Kadra wybuchłą śmiechem
-Idiotka- mruknęła Sophie i wyrwałą z Jej rąk dresy

Wyszła do toalety, aby ubrac si.e, c zrobiłą zaskakująco szybko. Kiedy chciałą wyjśc usłyszałą rozmowę, Kad z Jusem.

-... nie wiem, co i jak i kiedy- Justin z przejęciem westchnął
-Justin, spokojnie- uspokoiła Kad. Sophie czuje sie coraz lepiej , a po tym, co widziałam, jestem pewna, ze Wam sie uda- poklepała go w ramię.

Sophie zamarła. Poczułą się oszukana,a le co gorsze- jak rzecz.
Szybko wtargnęła do pokoju.

-Co wy sobie do cholery wyobraziliście?!- warknęła pełna złości.
-Sophie, to nie tak!- Justin był przerażony.
-A jak?!- wyrzuciła ręce w powietrze. Wcale nie czuję się lepiej, droga "najlepsza przyjaciółko "- zrobiła cudzysłów palcami w powietrzu i syknęła z irytacją. Nie życzę sobie, abyście spiskowlai O MNIE za MOIMI plecami- zaakcentowała 'slowa klucze', po czym wybiegła z pokoju.

Pokierowała się na parking, gdzie stał jej samochów. Wsiadła do środka i odpaliła silnik.
 
Łzy zamazywała jej obraz, ale ona uparcie wykonywałą manewry drogowe. Jej prędkośc bardzo szybko wzropsła z 30 km/h- przy starcie, na 110km/h- na pierwszej prostej. Pędziła przed siebie. Wzięła z pokoju, gdzie była zameldowana tylko swoja torebkę, w której zaczął brzęczec telefon uwalniając z głośników piosenkę zespołu little Mix "Wings" Jedna rękę Sophie wybrzegała z torby telefon i odebrała połączenie przesuwając kciukime po ekranie, we włąciwym miejscu.

-Halo?- pociągnęła nosem
-Hey Sophie! Okay?- po drugiej stronie odezwał się Larry
-Hey, okay- zapewniła starając sie udowodnic to głosem, który był zbyt sztuczny
-Sophie, pzrecież płaczesz!- zauważył
-Nie!- przerzuciła bieg i nacisnęła pedał gazu.
-Zatrzymaj się! Przestań kierowac.

Sophie przerwała rozmowę i ruszyła jeszcze szybciej.

-Kretyńsko- mruknęła sama do siebie. Myślałam, ze moge jej ufac! Tyle lat sie znamy!- uderzyła dłońmi o kieronicę. Niew rozumiem o co w tym wszystkim chodzi! Przecież ja nie planowałam z nim spac! - pokręicłą głową. Cholera, no!- zalała sie nową fala łęz. Kurwa mac, nie chcę tak! Pierdolę to wszystko, byle było dobrze! Zawsze ktos mnie musi kurwa wystawic! Zawsze. Najpierw pieprzona majsia, później Jason,a teraz oni. Zajebiste życie! No kurwa, co jest ze mną nie tak?!- krzyczła na całe gardło. Czy zawsze musze dostac po dupie?- otarła łzy przez co jej poliki był czarne od stopionej maskary.

                                                            -Wspomnienie-



Richard wyszedł z sali rozparaw i mocno objął Sophie. Chciał zając ją, gdy jej matka będzie stamtąd wychodzic.

Kiedy Sara wychodizła z sali Sophie odrazu odsunęła sie od ojca. Poznałą Sarę po tupocie jej butów

-Mamo?- załkałą dziewczyną
-NIE MÓW TAK NA MNIE!- synęła Sara jadowicie i obróciła sie w stronę wyjścia.
-Mamo! Wróc! Przepraszam! Już nie będę! Wróc do mnie! Mamo! Kocham Cię! Wróc!- dziewczyna krzyczała z całych sił.

-Kochanie, chodź- Richard podniósł Sophie i wraz z eskortą wyszli z sądu
 
                                     -Koniec wspomnień-
Sophie całkowicie pogrązyłą się w rozpaczy.
Zboczyła z drogi i wjechaałw ogromne drzewo, na poboczu.
Z maski auta wydobył sie dym,a Sophie przetczyłą się na miejsce pasażera zalewając się jednocześnie krwią.

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Częśc siódma- "Dajcie mi spokój!"

SCENA


-Proszę! Zgódź się!- Kad piszczała nad głową Soph, aby namówic Ją na imprezę.
-Boże, nie- jęknęła zmęczona
-Musisz się wyrwac! To już dwa tygodnie!- prosiła
-A co sie ubiorę?!- spojrzała podejrzliwie
-masz milion sukienek!
-No to chodź, sprawdzimy...- Sophie wstałą z fitela i pokierowała się w strone sosnowych drzwi. Otworzyła jedno skrzydło,a Kad drugie. Weszły do środka olbrzymiej garderoby. Przeszły na jej sam koniec, gdzie wisiały sukienki.

-Ja chce ta i tyle- tupnęła nogą Kadra ściągając z wieszaka czarną miniówkę z wiekami na dekolcie.
-Okay- zachichotała i ściągnęła różowo-złotą sukienkę z koronki i jedwabiu.


-masz zaproszenia?- Zapytała po raz setny Kadra w czasie jazdy do klubu.
-Boze, no tak!- jęknęła poirytowana


Dojechały do budynku i oniemiały.

-Twój tata wie co dobre- szepnęła Kadra
-Najwyraźniej- niepewnie odparła podchodząc do ochroniarza. Podała Mu wejściówki i mogły wejśc.

Do ich uszu dopłynęły przyjemne dżwięki muzyki serwowanej prze DJ-a. Podszedł do nich kelner i podał dwie szklanki trzykolorowych drinków.

-Zaczynamy zabawę- stuknęły szklanki i opróżniły je.

-No, no. Hej dziewczynki- przed Nimi stanął chłopak w dopasowanej koszulce i rurkach. Narzucił na siebie takze zielona koszulę .
-częsc- mruknęła Kadra
-No co Wy?!- podszedł blizej i rozpoznały w Nim Justina
-O, siemasz, stary- Kadra poklepała Go po plecach.
-Hej Justin- uśmiechneła się lekko Sophie.
-Zaczynamy zabawę?
-Jasne- obie pisnęły.


Alkohol lał sie strumieniami, przez co Sooph całkowicie się rozluźniła.


-Chodź, zatańczmy- wyciągnęła rękę do Jusa.

Wyszli na środek bocznego parkiety ich loży i rozpoczeli poruszanie sie w rytm muzyki. Skończyłą się piosenka "Stay the night " i zaczęła sie kolejna. Tym razem "We can't stop".

-Coś w tym jest- zasmiała sie Sophie
-Też tak myślę- zachichotał


Ona coraz blizej Niego kręciła biodrami, a On pocierał Jej plecy, aż do pośladków. W pewnym momencie- gdy kończyła się druga zwrotka podniósł Ją, a Ona oplotła nogi wokół jego bioder. Pokierował się w stronę drzwi prowadzącyh do hotelowej części budynku. Ciągle się kołysali. Zbyt dużo alkoholu, jak na jeden wieczór. Byli kompletnie pijani. Weszli do pokoju, który otworzył im ochroniarz.

Sypialnia byłą olbrzymia, ale większą jej częśc zajmowała ogromne łóżko zaścielone kaszmirowym pledem. Obok łóżka, po obu zstronach stały dwa niskie, kasztanowe stoliki. Na nich stały lampki. W rogu pokoju stała kasztanowa szafa, a w oknach wisiały rozpuszczone, burguntowe zasłony.

Opadli na łóżko.

-Jesteś śliczna- mruknął justin i nachylił się nad Sophie, aby Ją pocałowac. Oparł po obu stronach Jej głowy ręce, a Ona objęła swoimi Jego szyję. Jus złożył na Jej ustach niepwny pocałunek, ale Sophie szybko przejęła inicatywę. Obróciła ich i całowałą każdy milimetr jego szyi. Mruczał przy tym seksownie, jakby tworzył podkład muzyczny.
Teraz to On ich obrócił i naczylił sie do jej ucha.

-Pragnę Cię- szepnął

Sophie pisnęła i pociągnęła za Jego koszulkę. Ściągnęła ją, gdy sie odchylił i rozpięła guzik w Jego psodniach. On szybko je sciągnął ' kopnięciem w powietrzu' i rozpiął zamek w jej sukience. Pociągnął za falbanę u dołu u sukiena opadła. Nie odrywali od siebie ust, gdy rozpiął Jje stanik. Ona zaczęła ściągnac z Niego bokserki. Jus natomiast sciągnął Jej koronkowe figi i oboje byli nadzy.
Justin przeniósł swoje pocałunki na Jej nagie piersi. Lekko ssał prawy sutek, a całę Jej ciało okryło sie ciarkami. Następnie przeniósł swoją uwagę na lewą pierś robiąc dokłądnie to samo.

-Tak bardzo mnie pociągasz- mruknął i wszedł z Nia z pełną gracją. Oboje jęknęli.

Justin poruszał się w Niej, a Ona ruszała biodrami dopasowując się w Jego rytm ruchów. Pociągała za Jego włosy i głośno jęczała.
Poruszał się w Niej coraz szybciej.

-Ju-Justin- lekko podniosła się opierając swoje dłonie na Jego umięśnionych ramionach. Polizała Jego szyję, a następnie On zatopił się w Jej.

-Jezu, Soph- sapnął ciężko, gdy oboje doszli do momentu szczytu.


Dolna warga Soph zaczęła się trząśc, a Ona otuliła się rękoma i podkurczyła nogi.

-Chodź tutaj, Księżniczko- odchylił rąbek kołdry, a Soph sie tam wślizgnęła i mocno wtuliła się w Justina.

-Jesteś boska- ucałował jej czoło.

Ona tylko mruknęł i pogrązyłą sie we śnie.




-Moja głowa- jęknęła i niepwenie otworzyłą oczy. Ujrzała obok siebie spiacego Justina i odrazu się odsunęła. Na ramie łóżka zauważyła zużytą prezertwatywę. Aha!

Wstała z łóżka i ubrała na siebie koszulę Justina.
 
 





To jest ostatni rozdział przed światami, wie chce Wam Życzyć wszystkiego dobrego , spokojnych, zdrowych i rodzinnych świąt :3

sobota, 7 grudnia 2013

Cześc szósta- "Nie chcę, nie znaczy - nie umiem"

-Sophie, jak rozwiązałaś równanie?- matematyk, pan Duke Selphish wyrwał Soph z zamyślenia
-Yyy, słucham?- ocknęła się i gorączkowo szukała nauczyciela wzrokiem.
-Panienko Meller, na moich lekcjach się pracuje, a nie myśli o kolejnych pokazach mody w Wenecji!-rozzłoszczony nauczyciel wstał z krzesła i szybkim krokiem podszedł do ławki Soph. Jeżeli myślisz o zdaniu matury- weź się garść!- prychnął i odszedł do biurka. Steven, jak rozwiązałeś równanie?
-Sophie? Co się dzieje?- Kadra odwróciła głowę do przyjaciółki.
-Nic, to po prostu ósma lekcja i jestem zmęczona- uśmiechnęła się lekko
-Zaraz koniec- Kad puściła oczko i wróciła do liczenia.

Po równych ośmiu minutach dzwonek zadzwonił i wszyscy uczniowie wybiegli z klasy, jak stado spłoszonych koni.

-Soph! Poczekaj!- Kadra zatrzymała przyjaciółkę przed szkołą.
-Co tam?- ubrała okulary przeciwsłoneczne, a w tym czasie Kadra Ją dogoniła
-Myślałam, że może chcesz pogadać? Pojedziemy do kawiarni?- uśmiechnęła się
-O-okay- zawahała się Sophie
 
Wsiadły do auta Kad i ruszyły w stronę centrum. Przedarły się przez korek i zaparkowały przed ich ulubioną cukiernią.

-Poprosimy dwa razy Latte i ciasto orzechowe- Kad podeszła do lady i zamówiła jedzenie, a Sophie wybrała dla nich miejsce.
-Jesteś wykończona- westchnęła Kad siadając na kanapie przed Soph
-Ten matematyk to frajer! O co Mu w ogóle chodziło?
-O równanie-Kad wysunęła język
-Nie miałam nawet spisanego tego równania z tablicy- mruknęła
 
Kelnerka przyniosła im, ich zamówienie.
-Co się stało?-kadra zjadła z łyżeczki pianę mleczną.
-No sama nie wiem, jak zacząć- jęknęła Sophie i zrobiła to samo, co Kad.
-Powoli, od początku- uśmiechnęła sie zachęcająco.
-To już tydzień, jak Justin mnie "uratował"- zrobiła palcami cudzysłów w powietrzu i spojrzała na przyjaciółkę.
-No rzeczywiście- przyznała Kad
-On codziennie do mnie pisze...
-Odpisujesz Mu?-dociekała Kadra
-Tak- mruknęła Sophie
-W czym jest problem?- upiła łyk kawy
-Ciągle o Nim myślę- Kad w głowie przybiła sobie piątkę.
-To coś złego?- opanowana ciągnęła temat
-Tak, bo nie chcę sie z nikim wiązać, a On do tego dąży? -uniosła prawą brew i wpatrywała się w przyjaciółkę.
-No może teraz nie, ale za jakiś czas możesz z Nim być?
Sophie pukała palcami o blat stołu i wpatrywała się skupiona w oczy Kad.
-No?
-Masz rację- uznała Soph
-Wiem- triumfalnie odparła Kad. Bierzmy się za ciasto- poruszyła brwiami.



                          ~Dzień z perspektywy Justina~

-Wydaje mi się, że jesteśmy w połowie sukcesu- oznajmił Dann prostując ręce i rozsiadając sie w fotelu.
-To będzie hit!-radośnie krzyknął Alfredo. Co z Tobą?- spojrzał podejrzliwie na Justina
-Co?- mruknął wyrywając się z zamyślenia.
-Co z Tobą nie tak?
-Jestem po prostu zmęczony...- wyjaśnił z obojętnością
-Justin, to nie to. Dobrze o tym wiesz!- dociekał Fredo
-Boże, jesteś gorszy od mojej babci!- jęknął i potarł kark.
-Martwimy się- Dann uniósł zmyślnie brew nad lewym okiem.
-Nie macie czym!- zapewnił Justin.
-Dziewczyna? Znowu myślisz o Selenie?- Alfredo kucnął przy Nim i spojrzał w oczy.
-Nie, to nie Ona!- zaprzeczył stanowczo
-To kto?- ze zdziwieniem zapytał Dann
-Sophie...- mruknął i spuścił głowę
-Córka Richarda?!- krzyknął Dann
-Ciszej bądź!- syknął Jus
-Podoba Ci się?
-Bardzo...
-To do Niej startuj!- bez zastanowienia powiedział Alfredo
-Kiedy próbuję! To nie wychodzi!
-Bo dziewczyny lubią być niedostępne... A jaka Ona jest? Jak wygląda?
-Ma piękne, długie blond włosy- zamyślił się. Słodki uśmiech i błękitne oczy. Ma około 160 centymetrów wzrostu. Boską figurę!
-Nasz maluszek się zakochał- zagruchał żartobliwie Dann
-Tez byś to zrobił, jakbyś Ją zobaczył!
-Mam żonę!- wytknął język

-Jest jeden problem...- szepnął
-Poznałem Ją, jak płakała po zerwaniu z chłopakiem
-O cholera...- mruknął Fredo.








Przepraszam, ze tyle czekacie znowu :-( Mogę was jedynie pocieszyć tym, że zacznie się pełna akcja fabuły opowiadania :3

Jednak od razu Wam powiem, ze bez 3 komentarzy ja nie ruszę z miejsca. Po prostu to motywuje i wiem, ze ktoś czeka...


Do miłego :-*

wtorek, 26 listopada 2013

Częśc piąta "Po prostu bądźmy dla siebie"

-Śpi?- zapytał Kadrę, gdy ta zeszłą do salonu
-Tak- ciężko westchnęła dziewczyna, siadając na fotelu
-Jak Ona mogła coś takiego zrobić?!- Justin potarł kark, patrząc na Kadrę.
-Sama tego nie rozumiem. Sophie jest w szoku, dobrze, że zasnęła.
-Tak, dobrze- mruknął i wbił wzrok w podłogę. A Kadra?
-Co tam?
-Czy Ona to robi przez tego Jasona?- szepnął, dalej patrząc w podłogę.
-Tak, skurwiel-syknęła przez zęby
-Nie lubisz Go?- energicznie spojrzał na Kadrę
-Nie, to totalny kretyn! Jest lalusiowaty i nawet nie umie  zaopiekować się swoją dziewczyną. Laski lecą na Jego twarz, która moim zdaniem jest krzywa, jak Jego mózg.
Justin lekko zachichotał.
-No co?- Kadra również się śmiała.
-Nie, nic. Po prostu fajne jest to, że masz inne podejście, niż 75%dziewczy -uśmiechnął się
-Mój chłopak mówi tak samo- wysunęła język.
-Nie zgadnę- gitarzysta?- wyszczerzył się Justin
-Tak. Ej, skąd wiesz?- zaśmiała sie Kadra
-Strzelałem- również się zaśmiał
-Justin, wiesz co? Jesteś spoko -puściła oczko
-Hmm, Ty też- również puścił oczko
-Mam mdleć?- zażartowała.
Oboje Wybuchnęli śmiechem.
-A mogę Cię o coś zapytać?- Kadra spojrzała na Justina
-Pewnie- powtórzył gest
-Czy Soph Ci się podoba?- niepewnie szepnęła
-Umm, no wiesz... -plątał się
-No właśnie nie wiem, dlatego pytam - wysunęła język
-Jest sympatyczna- lekko uśmiechnął się  Justin
-To prawda- mruknęła, jak terapeutka
- i ślicznie się uśmiecha- szerzej się uśmiechnął
-Tak - znowu to zrobiła
- i do tego ma boskie oczy- szeroko się uśmiechnął
-Czyli podoba Ci się- figlarnie się uśmiechnęła
-Tak- szepnął i spuścił głowę
-Stary! To świetnie1- Kadra  podskoczyła z radości i klepnęła Justina po plecach.
-Nie wiem, czy świetnie, bo Ona i tam nie zechce ze mną być. - mruknął smutnie
-Czekaj! Co?!- Kadra była zdezorientowana, co okazała patrząc na Justina
-Niedawno rzucił Ją chłopak...
-To nie był chłopak tylko baba z kutasem- zażartowała dziewczyna, przez co oboje rozkładali się ze śmiechu
-Czyli mam szansę. Myślisz?
-Ja to wiem- triumfalnie oznajmiła Kadra
Telefon Justina zaczął dzwonić, więc odebrał połączenie.
-Kadra, musze jechać do wytwórni, ale jak Sophie się obudzi, to zadzwoń do mnie, proszę. Dobra?- Jus oznajmił patrząc na dziewczynę
-Jasne i dzięki za pomoc- uśmiechnęła się



"Jednak trzy dni później wydarzyło się coś, co skłoniło ją do wyjazdu do nieznanego miasta z jedną walizką i kilkoma kartkami, które mogły mieć jakieś znaczenie albo nie.
Odkryła trzeci list Garretta." * - Sophie odciągnęła się od czytania, ponieważ ktoś zapukał do drzwi Jej pokoju.
-Proszę!- oznajmiła i odłożyła książkę, wkładając zakładkę między kartki, na fragmencie, w którym skończyła czytanie.
Do Jej pokoju wtargnął Richard, który niczym strzałą znalazł się przy łóżku córki.
-Kochanie- mruknął zatroskany i wewnętrzną stroną dłoni zaczął gładzic Jej policzek. Sophie, jak się czujesz Robaczku?
-Dobrze- pisnęła i odgarnęła włosy z twarzy.
-Justin w wytwórni mi wszystko opowiedział. Kotku, może wznowimy terapię? -zaproponował zmartwiony ojciec.
-Nigdy!- bąknęła Soph i odwróciła twarz w stronę beżowej ściany
-Pragnę z całych sił Ci pomóc! A ta próba samobójcza...
-Jaka próba samobójcza?!- odsunęła się od taty. Po prostu się zamyśliłam!- protestowała. Mam się bardzo dobrze!- zapewniła patrząc ojcu w oczy.
-Ja prostu nie chcę, aby to się powtórzyło - wytłumaczył i ujął ręce córki w dłonie, po czym spojrzał na tuziny blizn.
-Wiem tatusiu, przepraszam- odparła nieco przygnębiona.
                            -Wspomnienie-
Wbiegła do domu całą zapłakana. Taty nie było, Kadra u cioci w Karolinie Północnej, Larry na Florydzie. Nie miałą komu się wyżalić, a właśnie tego dnia po raz pierwszy uderzyły Ją kpiny i wyzwiska znajomych. OD rozwodu rodziców wszyscy Ją wspierali, ale tego dnia tak nie było. "-Jesteś stuknięta, jak Twoja matka! -Matka Cię nie chciała, bo jesteś zjebana!" Przypominała sobie zdania wypływające z ust kolegów i zalewała się łzami.
Wbiegła do swojego pokoju i zakluczyła drzwi. W łazience, która byłą 'częścią' pokoju, jak zawsze leżały tam maszynki. Miały służyć do depilacji, ale Sophie użyła ich w innym celi. Siadając na rogu wanny delikatnie rozebrała maszynkę. Uzyskując żyletkę przyłożyła ją ostrzem do żył, po wewnętrznej stronie ręki. Zaciskając pięścią koszulkę u dołu - przecięła skórę.

                              -Koniec wspomnień-

-Nie musisz, tylko nie rób sobie krzywdy- ucałował czubek Jej nosa.
-Chodźmy na herbatę- lekko się uśmiechnęła i wyszli z pokoju do salonu.




* Nicolas Sparks "List w butelce"

sobota, 9 listopada 2013

Częśc czwarta-" Nic nie jest, jakbyśmy chcieli"

 -No więc-Kadra włożyła kawałek omletu do ust i spojrzała na Soph.
-Chodzi o to, że...-zawiesiła się. Rozstała się wczoraj z Jasonem, nie umiała o tym opowiadać.
-Na miłość boską, Kotku! MÓW- zirytowała się Kadra
-Wczoraj po zajęciach zerwał ze mną Jason. -szepnęła i skupiła swój wzrok na obrazie nad Nią.
-Co?! Dlaczego?!-była całkowicie zszokowana
-Nie było, jak kiedyś...
-Zajebie tego sukinsyna-syknęła i mocno przytuliła Sophie. Kadra nie znosiła Jasa, zawsze tak było. Była inna, niż dziewczyny ze szkoły. Słuchała rock 'a i metalu, a Jej chłopakiem był gitarzysta zespołu heavy-metalowego.
-Ja tak bardzo Go kocham-łkała w ramie przyjaciółki Sophie.
-Wiem Mycha, wiem-westchnęła głęboko. Idź, weź relaksującą kąpiel-odchyliła się od Soph
-Tak, to dobra myśl. -przeczesała włosy i odsunęła krzesło. Wstała od stołu i pokierowała się w stronę łazienki. Weszła do środka i za skluczyła drzwi.
Spojrzała w lustro i szczerze się przeraziła, bo nie wyglądała zbyt dobrze. Miała podpuchnięte oczy i roztargane włosy, które związane wcześniej w nierozplątany warkocz- wyglądały, jak siano lub też jak fryzury modelek na pokazach mody, na których bywała. Na jedno wychodzi.
Zdjęła z siebie wczorajsze ubranie i wrzuciła do kosza na brudy. Wyciągnęła z szuflady grzebień i zaczęła 'walkę' z włosami. Bardzo mocno ciągnęła za włosy, tak jakby celowo zadawała sobie ból. Gdy już Jej włosy były idealnie rozczesane, Sophie napuściła do wanny w rogu łazienki gorącej wody i wrzuciła musująca kulkę do kąpieli, o zapachu wanilii. Powoli wchodziła do wanny, aby nie poparzyć skóry. Ułożyła się wygodnie i oparła głowę o zagłówek. Jej długie, blond włosy do połowy były zanurzone w wodzie, a całe Jej ciało 'okryła' piana. Rzeczywiście zaczęła się relaksować. Przymknęła oczy i powoli sie uspokajała.
Nagle usłyszała pukanie.
-Co tam?-mruknęła otwierając oczy
-Mogę się włamać?- pisnęła Kadra
-Jasne-Soph zachichotała.
Chwilę później w łazience znalazła się Kadra, z nożem w dłoni.
-Do twarzy Ci, Skarbie- zażartowała Sophie
 -O, zamknij się-jęknęła
-Ej!
-Co?!
-Dlaczego jesteś brudna?-Soph wybuchła śmiechem.
-No właśnie. Wezmę coś od Ciebie, okay? -Kadra spojrzała na przyjaciółkę w wannie.
-Pewnie- wysunęła język.
Kadra wyszła, a chwilę później Soph zakończyła kąpiel.
Owinęła się ręcznikiem i wyszła z łazienki, udając się do swojego pokoju. Z szafy wyciągnęła dresy i złoto-beżowy sweter.
-Sophie-Kadra krzyknęła z dołu
-Co?!
-Twój telefon ciągle dzwoni- jęknęła zirytowana
-Dobra, już idę- oznajmiła i zbiegła po schodach, do przyjaciółki.
 -Masz- Kadra podała Soph telefon, który znowu zaczął dzwonić.

-Halo?
-Cześć Sophie- usłyszała niepewny głos Jasona
-Cześć-syknęła
-Słuchaj, bo Michael pyta dlaczego nie przyszłaś do szkoły?
-Bo nie miałam takiej ochoty!- warknęła zła
-To przeze mnie?- zająkał się
-Nie, no coś Ty! Po prostu dowiedziałam się, że Zębowa Wróżka nie istnieje i jestem tym załamana- pełna ironii odparła.
-Soph, spokojnie- jęknął Jas
-Boże, czego Ty w ogóle ode mnie chcesz?!- znowu wybuchnęła złością.
-Chciałem kulturalnie pogadać...- syknął z irytacją
-To nierealne. Siema. -zakończyła rozmowę.
Przykucnęła i zasłoniła twarz dłońmi.
-Ej, Rybko- Kadra przytuliła przyjaciółkę.
-Muszę się przejść - oznajmiła z  dezorientacją.
-No dobrze- westchnęła Kad.
-Poczekasz na mnie?
-Jasne -uśmiechnęła się lekko
Soph wstała i wyszła do holu. Ubrała tam trampki i wyszła biegiem z domu.
Roger otworzył Jej furtkę , a Ona szybko pognała przed siebie.
Kiedy już była spory kawałek od domu, zwolniła tempo marszu. Szła z zamkniętymi oczami. Słyszał szum kół aut, jeżdżących ulicą.
Nagle usłyszała pisk opon. Obróciła się przerażona. Okazało się, ze weszła na środek jezdni. łzy zamazały cały Jej obraz.
-Sophie! Chryste Panie, co Ty wyczyniasz?!
Szybko otarła łzy i ujrzała bladego z przerażenie Justina.
-Soph/ -podszedł do Niej.
-E, Sophie?0- dziewczyna rzuciła się na Niego i mocno i  przytuliła.
-Cii, spokojnie- Jus pocierał Jej plecy. Choć, odwiozę Cię do domu, okay. Odsunął się od dziewczyny. Wziął Ją za rękę i powoli zaprowadził do samochodu.
-Chciałaś się zabici?- zapytał zmartwiony,  patrząc na Nią
-Nie-szepnęła i zalała sie łzami.


:3

poniedziałek, 4 listopada 2013

Częśc trzecia-"Płacz mi pomaga"

Usiadła na środku puszystego, żółtego dywanu i wpatrywała się w brązową ścianę przed Nią.
Wtem Jej telefon 3razy zawibrował, dostała SMS-a
od: Justin Bieber]
Jak się czujesz?
do:Justin Bieber
Jest okay. Nie musisz się martwic. Zajmij się sobą! :-)

Wystukała treść wiadomości i nie czekając na odpowiedź wyłączyła telefon.
Celowo Go okłamała. Nie chciała żadnego kontaktu z Nim.
Wstała z dywanu, aby zamknąć drzwi, kluczem w zamku. Przekręciła klucz dwa razy i wyjęła go, odkładając na szafkę przy drzwiach. Pokierowała się w stronę ogromnego łózka, w prawym rogu, zaścielonego zielonym pledem. Położyła się na nim i zamknęła oczy. Chwile później pogrążyła się we śnie.

-Soph! Sophie jesteś tam? Już 8!-pan Richard gorączkowo nawoływał córki, pukając do drzwi. Jezu, co?-mruknęła zaspana, powoli siadając na łóżku.
-Sophie, spóźnisz się!-Richard krzyknął
-Moment!-wstała z łóżka i pokierowała się w stronę drzwi, które otworzyła.
-Sophie, kochanie-Richard westchnął z ojcowską miłością.
-Tato, nie mam ochoty iść do szkoły...-machnęła ręką. Jestem dorosła-spojrzała ojcu w oczy.
-To Twoja decyzja, ale lepiej byłoby, gdybyś poszło na zajęcia.
-Wiem, ale nie pójdę-prychnęła i trzasnęła ojcu drzwiami przed nosem.
Zaczęła rozglądać się za telefonem. Jej wzrok wodził po beżowych ścianach, białych meblach, aż natknął się na olbrzymi, turkusowy fotel, okryty żółtym kocem.  Na nim leżała komórka Soph. Podeszła tam i  włączyła telefon siadając na brzegu fotela. Od razu "zaatakowała' Ją fala SMS-ów i informacji o nieodebranych połączeniach i pozostawionych w skrzynce głosowej wiadomości. Najpierw je odsłuchała. Jedna szczególni Ją zdziwiła:
"Cześć Soph, nie wiem ile jeszcze masz zamiar mieć wyłączony telefon, ale martwię się. Oddzwoń, Justin. "
Następnie odczytywała kolejno wszystkie SMS-y. Oczywiście Kadra, najlepsza przyjaciółka Soph w bardzo ostry i wulgarny sposób dała do zrozumienia dziewczynie, ze się o Nią martwi. Sophie przywykła do tego, że Jej przyjaciółka taka jest i chichotała po cichu czytając od Niej wiadomości.
Wiadomości od Justina były całkowicie inne, bardzo miłe. Sophie była szczerze zdziwiona, ponieważ znali sie bardzo krótko, a och rozmowa trwała pare minut.
Soph nie była, jak inne nastolatki w Jej wieku. Nie podkochiwała się w Robercie Pattisonie, Taylorze Laurenia, czy Justinie Bieberze. Było to spowodowane tym, że miała na wyciągnięcie ręki świat show-biznesu i ludzi, którzy w nim żyją. Często bywała na koncertach nastoletnich idoli, takich jak Taylor Swift, Demi Lovato czy The Wanted, albo Carly Rey Jepsen. Nie było dla Niej nowością widzieć kogoś sławnego w swoim domu. Przywykła wręcz do tego i było to dla Niej rutyną. Często uczestniczyła w różnych galach i premierach filmów; na czerwonym dywanie czuła się swobodnie.
Ma to swoje plusy i minusy, o których dziewczyna doskonale wiedziała.


W pokoju Soph rozległo się pukanie do drzwi.
-Proszę!
-Panienko, ktoś do Ciebie-oznajmił Christopher
-Dobrze-uniosła głowę
Do Jej pokoju wtargnęła Kadra.
-Boże, żyjesz!-krzyknęła z ulgą i podbiegła do przyjaciółki, aby Ją przytulic.
-Jasne, że żyję-jęknęła Soph
Kadra odsunęła się i pacnęła Sophie w ramię.
-EJ, za co to?!-pisnęła Soph pocierając obolałe miejsce
-Za bycie idiotką! Martwiłam się, jak cholera!-westchnęła z irytacją dziewczyna
-Boże, przesadzasz-westchnęła Sophie machając dłonią, co zaowocowało kolejnym uderzeniem Kadry. Przestań, to boli!-krzyknęła.
-Martwiłam się i nie mogłam całą noc spać! Jesteś nieodpowiedzialna- syknęła Kadra
-Wiesz co? Chodź na śniadanie, a wszystko Ci opowiem- głęboko spojrzała w oczy przyjaciółki i obie wyszły do jadalni, na parterze.
-Dzień dobry, Patrick-Soph przywitała kucharza. Zrobisz coś dla nas?
-Oczywiście, a na co macie ochotę- uśmiechnął się
-Omlet z bekonem i jajkami-szepnęła z nadzieją w głosie Kadra.
Patrick zaśmiał się i spojrzał na Soph.
-JA poproszę sam omlet i może do niego jabłka. Nie mogę jeść, jak Kadra, bo będę jak trzydrzwiowa szafa-uśmiechnęła się.
-Ej, spalę to na siłowni -broniła się Kadra
-Ty tak, ale ja nie chodzę na siłownię!
Zaśmiały się obie.