-Przepraszam! Na prawdę!- Jason miał żal o oczach z powodu Jej łez. Po 3 latach szczęśliwego związku postanowił przerwać to.
-Nie przepraszaj!- Sophie spojrzała mu w Jego zielone oczy. Kochała Go, bardzo. Kochała każdy milimetr Jego ciała. Jego kruczoczarne, krótkie włosy, dużo oczy, malinowe usta, lekko zadarty nos, umięśnione ramiona i brzuch, półokrągłe, zadbane paznokcie, kolana na których zawsze usypiała. Był od Niej wyższy, o koło 10cm. Dobrze razem wyglądali. Jason był od Soph starszy o rok, miał 19 lat.
-Odwiozę Cię do domu, dobrze?- chwycił Jej torbę z trawy, który wyleciała dziewczynie z rąk na wieść o rozstaniu.
-Dobrze- szepnęła, biorąc torbę i ocierając łzy z polików. Maskara, która rozpłynęła się pod Jej oczami, sprawiała, ze wyglądała, jak panda.
Jason podszedł do Niej i kciukiem dotknął Jej policzka, aby otrzeć łzy. Dziewczyna wzdrygnęła się i odsunęła, obracając się na pięcie w stronę parkingu. Za Nią podążył Jason.
Wyjechał z parkingu, kierując się w stronę ulicy, gdzie mieszkała Sophie, aby za pięć minut być na miejscu.
-Cześć Soph. Jakby coś się działo, możesz na mnie liczyć!- zapewniał gasząc silnik, swojego BMW-u.
-Aha, dzięki- oschle odparła i wyszła trzaskając drzwiami.
Kierowała się w stronę żelaznej furtki, którą otworzył Jej ochroniarz.
-Dzień dobry, panienko. -przywitał się kulturalnie Roger, otwierając furtkę.
-Dzień dobry- smutnie odparła.
Przeszła przez ścieżkę, ułożoną jak chińską mozaikę i stanęła przed drzwiami.
-Dzień dobry, Soph- kolejny ochroniarz, Marco, powitał Ją i otworzył drzwi.
-Dzień dobry ,Marco- była jeszcze bardziej smutna w powitaniu.
Weszła do budynku i zsunęła się po ścianie, głośno przy tym płacząc.
Odbiła się od podłogi i wstała podchodząc do ogromnego lustra w przedpokoju. Tam jeszcze bardziej się rozpłakała. Przejechała dłonią po lśniącym lustrze, zostawiając na nim smugi.
Helena, kobieta odpowiedzialna za porządek w domu, jedynie poklepała Ją po plecach.
-jest tata?- wymruczała wpatrując się w Helenę
-Tak, ale- kobieta nie dokończyła, bo dziewczyna poderwała się pobiegła w stronę głównego salonu, w ich domu.
Wparowała tam, w przeciągu sześciu sekund. Zamurowała Ją widząc, że ojciec ma gości.
-Oj, przepraszam- przeczesała włosy palcami. Na skórzanej kanapie siedział chłopak z brązowymi oczami i karmelowymi włosami, a obok niego mężczyzna z krótkimi, czarnymi włosami i delikatnym zarostem. Oboje patrzyli na Sophie z przerażeniem.
-Am, nie szkodzi kochanie. Wszystko gra?- pan Richard poderwał się ze swojego fotela.
-Nie, ale to później. - samotna łza słynęła po Jej policzku, podczas gdy mocno objął Ja ojciec.
-Ych, przepraszam, jesteś zajęty. Ja pójdę na taras- wskazała kciukiem w stronę tarasowych drzwi.
Przechodząc obok dwóch mężczyzn sztucznie się uśmiechnęła i zniknęła za drzwiami.
Oparła ręce o barierkę i wpatrywała się w ogród, w dali. Łzy spływały Jej same po twarzy, aż cała Jej koszulka była mokra.
-Cześć Soph- z zamyślenia wyrwał Ją Larry, asystent pan Richarda.
Odwróciła głowę ze zdezorientowaniem w Jego stronę. -Yyy, hej- uniosła lekko dłoń w Jego kierunku.
-Co się stało?- przytulił Sophie. Miał 26 lat, więc traktował Ją, jak młodszą siostrę. Spędzali ze sobą mnóstwo czasu, więc bardzo sobie ufali.
-Jason zerwał ze mną- wyłkała w ramię Larrego.
-Dlaczego? Cos się wydarzyło?
-Po prostu, już nie było tak, jak trzy lata temu- westchnęła, odsuwając się od chłopaka.
-Przykro mi, bardzo. Pogadamy, jak skończę spotkanie, obiecuję!- przysunął dłonią Jej głowę i pocałował czoło. Po tym wszedł do domu.
Mamy pierwszy rozdział!! Jak wrażenia? :-)
Bardzo, bardzo, bardzo, bardzo Was proszę o komentarze.
!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Wiem, ze jak na razie nie ma nic z Justinem, ale poznajemy właśnie główną bohaterkę :-* Piszcie, jeżeli coś Wam się nie podoba, to to poprawię, teraz to ma znaczenie, bo w późniejszej fazie pisania, będzie już za późno. :-(
Boski *____* , kiedy następny ? <3
OdpowiedzUsuńCzekam na nn *.* mam nadzieje ze bd juz niedlugo :*
OdpowiedzUsuń